Co w tym złego? Często nie ma tabliczki ze składem wędlin, a zwracam uwagę, czym karmie swoje dzieci. Rozmawiam z paniami za ladą w taki sposób, by miały ochotę pomóc mi w wyborze, przeczytać skład konkretnych produktów. Powiedzą, że nie poleciłyby czegoś dla dzieci, jeśli nie jest świeże. Inni klienci raczej nie maja z tym problemu. Chyba, że trafi się buc - hmwd
De**le z Wiochy, musicie ładować wasze logo na napisach tak żeby nie można było ich odczytać?