i kiełbasę ze szpilkami po parku porozrzuca, i trutkę do kociego żarcia dosypie, a to znowu psa za zderzakiem pociągnie albo w lesie przywiąże, a jak go wena natchnie to i sąsiadowi gwoździem auto przerysuje, a w niedzielę hyc do kościółka, żeby sobie wybielić sumienie na kolejny tydzień - katolik pełna gębą.
a można coś łatwiejszego?