Nic nowego, dziadek opowiadał że w czasie II wojny do domu przyszedł niemiecki żołnierz, kazał sobie dać wodę, wrzucił jakąś tabletkę, zamieszał i miał wódkę.
Świety czlowiek to nie tytuł szlachecki tylko to człowiek który ma tak niesamowite właściwości wychodzące z siły jego umyslu, ducha i wiary ze wokół niego dzieją się rzeczy tak niewytłumaczalne ze uznajemy je za cuda! Taka osoba bez trudu wykryłaby wszelkich zbrodniarzy i pe****lów w swoim otoczeniu i nie sposób jest ją zwieść i oszukać! Wniosek jest miażdżący i oczywisty żę JPII w najlepszym razie to frajer i d..pa wołowa a nie święty!
A jak jednak ją przeczytał i dalej uważa ją za świętą, to już można się nie bać czy dalej należy się bać? Dla kolegi...