Karol Nawrocki – dotychczas mało znana postać spoza wąskiego grona historycznych pasjonatów – nagle wyrósł na kandydata PiS w wyścigu o fotel prezydenta. Problem w tym, że nawet w samej partii coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: czemu Kaczyński wpadł na ten pomysł? Wizerunek Nawrockiego, kojarzony bardziej z mrocznymi opowieściami o gangsterach i prostytutkach niż z charyzmatycznym liderem, już teraz budzi kontrowersje. A gdy dodamy do tego wewnętrzne konflikty w partii, zaczyna to wyglądać jak idealny przepis na katastrofę.
Podobno nie można łączyć funkcji prezesa IPN i kandydata na prezydenta. Już zrezygnował, czy praktyką swojej niezależności będzie kradł do końca, bo inaczej PiSdzielcza mafia faszystowska nie będzie go wspierać? A skoro mowa o kradzieży, czy chociaż wziął urlop, aby jeździć promując się? No chyba, że promuje ideę instytutu.
Nawrocki twierdzi, że od 15 lat się z nim nie widział. Nie przewidział tylko, że Wielki Bu sam się pochwali fotkami z kawiarni i zaproszenia do siedziby IPN.
...to wyjątek.