Pamiętam dzień wyboru, komunistyczna TVP poświęciła temu dość obszerny materiał. Nie krytykowała, nie rozpływała się w zachwytach, po prostu, przekazała informację. Wtedy, w siermiężnym socjaliźmie, zamkniętym za żelazną kurtyną, zapanowała euforia połączona z niepokojem. Przez 27 lat pontyfikatu, "Papież Pielgrzym", "najwyższy autorytet moralny", nie dostrzegano tego, że tak na prawdę, był zaślepionym i głuchym na krzyk, fanatykiem.
Igła mu się w żyle zaklinowała?