Uwielbiałem te chwile, gdy pejsaty pener Rysio Peja leżał pijany na scenie na wznak, kucałem wtedy nad jego twarzą i wypróżniałem mego kitniaka tak aby balas muskał Rysiowo-Pejkowe czoło, pejsate skronie, wargi, policzki. On wtedy otwierał dla mnie usta, obejmował wargami stolec, gładził językiem styję, wwiercał się w oko proroka. Następnie marszczyłem mego papierza, biłem polaczka po kasku by wreszcie dać mu do ssania twardą pulsującą gałeczkę na końcu mej knagi, Ryś zamykał oczy i wtedy kazałem mu się opić polewki nasiennej, zalewałem mu całą twarz. Szkoda że pener Pejs wytrzeźwiał bo mam dl
fajna, idealne ciało;)