Reklama

Chciał 4 tys. zł za dzień. Publiczna poradnia odmówiła, Bartosz Fiałek wybiera prywatę

przez TOMcki — 3 godziny temu
Kategoria: 📦 Inne
Reumatolog znany z medialnych wystąpień podczas pandemii wycenił dzień swojej pracy w publicznej poradni na 4000 zł brutto na kontrakcie B2B. Oferta nie została przyjęta, więc lekarz zapowiedział zakończenie trwającego 12 lat rozdziału w publicznej ochronie zdrowia. Internet natychmiast chwycił za kalkulatory. Nie zawsze poprawnie.
Chciał 4 tys. zł za dzień. Publiczna poradnia odmówiła, Bartosz Fiałek wybiera prywatę
Fot. Facebook: Bartosz Fiałek


4 tysiące, ale za co dokładnie?

 
Bartosz Fiałek opublikował formularz ofertowy złożony Pomorskiemu Centrum Reumatologicznemu w Sopocie. Zaproponował 4000 zł brutto za dzień pracy, dwa dni w tygodniu. Każdy taki dzień miał trwać co najmniej siedem godzin i obejmować przyjęcie minimum 21 pacjentów. Jeżeli średnia liczba pacjentów byłaby niższa, wynagrodzenie zostałoby proporcjonalnie obniżone. Za osoby przyjęte ponad limit lekarz nie dostałby dodatkowych pieniędzy. 

Fiałek podzielił 4000 zł przez 21 i otrzymał 190,48 zł za pacjenta. Rachunek się zgadza. Podobnie jak drugi: przy minimalnych siedmiu godzinach wychodzi nieco ponad 571 zł za godzinę. Miesiąc z ośmioma dniami pracy oznaczałby 32 tys. zł, z dziewięcioma – 36 tys. zł, a z dziesięcioma – 40 tys. zł. Przy dwóch dniach tygodniowo przez cały rok byłoby to około 416 tys. zł brutto na fakturach.
 
Trzeba uczciwie zaznaczyć, że kwota na B2B nie jest pensją „na rękę”. Lekarz sam opłaca podatki, składki i koszty działalności, nie ma płatnego urlopu ani typowych zabezpieczeń pracownika. Z punktu widzenia publicznej placówki pozostaje to jednak koszt 4000 zł za każdy zakontraktowany dzień.
 

Dwadzieścia minut na pacjenta

 
Siedem godzin i 21 osób daje średnio 20 minut na jednego pacjenta. Nie jest to więc plan dnia złożony z kawy, obiadu i dwóch recept. Tyle że reumatologia nie polega wyłącznie na sprawdzeniu gardła i wystawieniu zwolnienia. Dochodzą wywiad, badanie, wyniki, dokumentacja, decyzje dotyczące leków i dalszej diagnostyki.
 
Jest też druga strona wyliczenia Fiałka. Podane przez niego 190,48 zł nie jest całkowitym kosztem wizyty, lecz wynagrodzeniem samego lekarza. Poradnia nadal musi utrzymać gabinet, rejestrację, personel, system informatyczny, administrację i całą resztę rzeczy, które w internetowym kalkulatorze zwykle magicznie znikają.
 

Jedna dniówka prawie jak minimalna pensja

 
W 2026 roku minimalne wynagrodzenie wynosi 4806 zł brutto miesięcznie. Jedna dniówka z oferty Fiałka odpowiada więc ponad 83 proc. tej kwoty. Dwie takie dniówki dają 8000 zł, czyli więcej niż wynosiła mediana miesięcznych wynagrodzeń brutto w Polsce w styczniu 2026 roku – 7447,16 zł. To nadal porównanie faktury przedsiębiorcy z pensją pracownika, a więc dwóch różnych światów. Dobrze jednak pokazuje, dlaczego dla wielu osób tłumaczenie, że 4000 zł dziennie „nie jest zbyt wysoką ofertą”, zabrzmiało jak transmisja z innej planety. 

W komentarzach regularnie powracał ten sam argument: dla części Polaków 4000 zł to budżet na cały miesiąc, a nie jeden dzień pracy. Inni pytali, dlaczego stawka reumatologa ma być wielokrotnie wyższa od wynagrodzeń fizjoterapeutów, psychologów klinicznych, pielęgniarek czy diagnostów. Pojawiło się też znane pacjentom pytanie: skoro w ochronie zdrowia krążą takie pieniądze, dlaczego wizyty na NFZ nadal często kojarzą się z roczną kolejką i traktowaniem chorego jak nieproszonego gościa?
 

Rzecznik lekarzy też zgubił kilka cyfr

 
Do sprawy odniósł się ustępujący rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski. Zestawił stawkę 4000 zł za dzień z milionem złotych rocznie i zakończył wpis słowami „powodzenia w prywacie”. Problem w tym, że milion wychodziłby przy pracy przez pięć dni w tygodniu. Oferta Fiałka dotyczyła dwóch dni, czyli wspomnianych około 416 tys. zł rocznie. Krytykować można, ale kalkulator powinien obowiązywać obie strony. 

Kosikowski później zwrócił uwagę, że pacjenci potrzebują lekarzy przez cały tydzień, a nie tylko przez dwa dni. To już argument dotyczący organizacji pracy, choć sama placówka dopuszczała w formularzu dyspozycyjność od jednego do trzech dni tygodniowo. Dwa dni nie były więc próbą przemycenia czterodniowego weekendu, tylko jednym z wariantów przewidzianych w postępowaniu.
 

Oferta odrzucona, czas na „nowy rozdział”

 
Fiałek poinformował, że przez ponad trzy lata pracy w Sopocie miał zaplanowanych przeszło 3250 wizyt, a część pacjentów czekała ponad rok. Po odrzuceniu oferty podziękował chorym oraz zespołowi i zapowiedział, że po 12 latach pracy w publicznym systemie nadszedł „czas na nowy rozdział”. Teraz chce rozwijać reumatologię na własnych zasadach, w sektorze prywatnym. 

Nie znamy pełnego uzasadnienia decyzji placówki ani warunków innych złożonych ofert. Z publicznych wpisów nie wynika więc, że jedynym powodem odmowy była właśnie cena. Wiemy natomiast, że propozycja nie została wybrana, a lekarz po tej decyzji ogłosił odejście z publicznego systemu.
 
Fiałek miał prawo wycenić swoją pracę na 4000 zł. Publiczna poradnia miała równie pełne prawo powiedzieć, że tyle nie zapłaci. Prywatny rynek szybko pokaże, ilu pacjentów uzna jego stawki za warte swojej ceny.
 
Cała wiocha zaczyna się dopiero wtedy, gdy jedna strona udaje, że 4000 zł za dzień to kwota zupełnie zwyczajna, a druga dorabia do dwudniowego tygodnia milion złotych rocznie. Pośrodku zostają pacjenci, którzy nadal czekają na reumatologa ponad rok.
 
0

Zglos post

Reklama

Komentarze

0

Brak komentarzy. Badz pierwszy!

Reklama