Reklama
Internet i media

Wokulski wydał fortunę na Łęcką. Słynne 107,5 tys. rubli ma jednak pewien haczyk

Stanisław Wokulski nie znał aplikacji randkowych i nie latał z ukochaną na weekend do Dubaju. A jednak jego pogoń za Izabelą Łęcką mogła kosztować ponad 100 tysięcy rubli, czyli majątek niewyobrażalny dla przeciętnego mieszkańca XIX-wiecznej Warszawy. Internet obiegło nawet wyliczenie mówiące o 107 500 rublach. Problem w tym, że rachunek za tę miłość jest trochę bardziej skomplikowany.

Wokulski wydał fortunę na Łęcką. Słynne 107,5 tys. rubli ma jednak pewien haczyk
Redakcja Snajper
Gdyby Wokulski żył dzisiaj, znajomi prawdopodobnie odebraliby mu telefon, kartę do bankomatu i dostęp do bankowości internetowej. Facet zobaczył Izabelę Łęcką i uruchomił procedurę, którą można streścić następująco: skoro nie jestem arystokratą, to może przynajmniej zasypię problem pieniędzmi.

Największa pozycja to kamienica Łęckich kupiona za 90 tysięcy rubli. Wokulski świadomie chciał zapłacić więcej, niż nieruchomość była warta, aby podreperować finanse rodziny Izabeli. Do tego dochodzi rodzinne srebro Łęckich kupione za 5 tysięcy rubli, 1000 rubli przekazane na ochronkę, 800 rubli za klacz Sułtankę oraz 600 rubli nagrody dla dżokeja.

Człowiek myśli sobie: Stasiu, zatrzymaj się. Kup kwiaty. Zaproś kobietę na spacer. Pogadajcie.

Nie. Kamienica. Do tego, jeszcze powóz, kwiaty, prezenty i cała reszta.

Na tym lista się nie kończy. Autorzy krążącego w Internecie rachunku próbowali oszacować również wydatki, których Prus nie podał wprost. Około 8 tysięcy rubli miał kosztować powóz, około tysiąca weksle, 120 rubli kwiaty i wieńce, 150 rubli - album Warszawy i drobne prezenty, a mniej więcej 30 rubli - napiwki.

Do tego były rzeczy, których sensownie policzyć się nie da: wynajęcie klakierów na występ Rossiego, opłacanie lichwiarzy, celowe przegrywanie pieniędzy do Tomasza Łęckiego w karty, lekcje angielskiego czy podróże.

Tak, Wokulski uczył się nawet angielskiego między innymi dlatego, żeby lepiej odnaleźć się w świecie Izabeli. Dzisiaj człowiek po nieudanej randce kasuje aplikację. Wokulski rozpoczął edukację językową.

Z tych wszystkich pozycji powstała słynna suma 107 500 rubli. Tu pojawia się drobny problem matematyczny. Jeśli zsumować podane w zestawieniu konkretne i oszacowane kwoty, otrzymujemy 106 700 rubli. Brakuje więc 800 rubli do medialnej sumy.

Jest jeszcze ważniejszy haczyk. Nie wszystko, co Wokulski wydał z powodu Izabeli, było bezpowrotną stratą.

Kamienica za 90 tysięcy rubli została przecież jego własnością. Co więcej, później odkupiła ją baronowa Krzeszowska za 100 tysięcy rubli. Zatem wpisanie całych 90 tysięcy do rubryki „wydał na kobietę” jest efektowne, ale księgowo dość odważne.

Podobnie ze srebrami Łęckich, Wokulski przeznaczył na nie 5 tysięcy rubli, lecz dostał w zamian konkretne przedmioty. Oczywiście motywacja była jasna: chciał pomóc rodzinie Izabeli i zyskać jej przychylność. Tylko czym innym jest wydać 5 tysięcy, a czym innym wyrzucić 5 tysięcy przez okno.

Dlatego rozsądniej powiedzieć, że ponad 100 tysięcy rubli to skala pieniędzy, które Wokulski uruchomił w związku ze swoim uczuciem i próbą wejścia do świata Łęckich. Jego rzeczywista finansowa strata była niższa i nie da się jej dokładnie obliczyć.

W popularnym wyliczeniu przyjęto, że jeden ówczesny rubel odpowiada mniej więcej 67 współczesnym złotym. Przy takim założeniu, 107 500 rubli dawałoby około 7,2 mln zł.

Tyle że przeliczanie pieniędzy z XIX wieku na dzisiejsze nie działa jak kantor na lotnisku. Można patrzeć na ceny towarów, pensje, zawartość kruszcu albo siłę nabywczą i za każdym razem dostaniemy trochę inną odpowiedź. Sam rubel również nie miał przez cały ten okres identycznej wartości.

Zresztą dużo bardziej przemawia do wyobraźni coś innego. Wokulski obracał fortuną liczoną w setkach tysięcy rubli, a Łęckich ratował z finansowej katastrofy kwotami, za które zwykli ludzie mogli funkcjonować latami.

Najzabawniejsze, a właściwie najsmutniejsze jest jednak to, że cały ten potężny a**enał pieniędzy nie rozwiązał podstawowego problemu. Wokulski próbował pieniędzmi kupić sobie wejście do świata, który nim gardził, oraz zdobyć kobietę, którą w dużej części sam sobie wymarzył.

Można więc spierać się, czy wydał dokładnie 106 700, 107 500 czy znacznie mniej, jeśli policzymy odzyskane aktywa. Prus pozostawił nam coś ciekawszego niż rachunek.

Facet może mieć przedsiębiorstwo, kapitał, kamienicę, konie, znajomości i głowę do interesów, a jednocześnie w sprawach uczuciowych podejmować decyzje, przy których człowiek przepuszczający pół wypłaty na randkach wygląda jak wzór rozsądku.

Na tym polega największa wiocha tej historii. Nie na tym, że Wokulski wydawał dużo. Jego pieniądze, jego sprawa. Wiocha zaczyna się wtedy, kiedy rozsądny człowiek dochodzi do wniosku, że jeszcze jeden przelew, jeszcze jeden prezent i jeszcze jedna przysługa wreszcie sprawią, że ktoś go pokocha.

Minęło prawie półtora wieku, a ten model biznesowy nadal ma entuzjastów.
Tagi: #kultura #finanse #literatura #film #serial #lalka #bolesław prus
Reklama

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Reklama