Reklama
Internet i media

Berkowicz kontra Dobrosz-Oracz. Na obelgę czas się znalazł

Krytyka warsztatu dziennikarskiego i ocena zachowania posła to dwie różne sprawy. Warto przyjrzeć się obu, bez robienia z reporterki świętej ani z obrażania ludzi dowodu politycznej odwagi.

Berkowicz kontra Dobrosz-Oracz. Na obelgę czas się znalazł
Redakcja Snajper
Justyna Dobrosz-Oracz zapytała Konrada Berkowicza, czy był w wojsku. Usłyszała, że poseł rozmawia z dziennikarzami, a nie z „kurtyzanami”. Można nie przepadać za reporterką TVP, ale naprawdę trudno uznać to za odpowiedź dotyczącą służby wojskowej.

Nagranie pokazano 7 października w programie „Bez trybu”. Pytanie miało kontekst: wypowiedzi Sławomira Mentzena o kobietach w służbach. Berkowicz najpierw tłumaczył, że spieszy się na głosowania, i samo to nie jest skandalem, bo poseł nie musi udzielać wywiadu na zawołanie. Nawet TVP w późniejszym oświadczeniu przyznała mu prawo do odmowy. Wystarczyło więc zostać przy „nie teraz”, zamiast urządzać reporterce pokaz własnych manier.

Można byłoby jeszcze uznać, że politykowi puściły nerwy. Tyle że później napisał: „Przepraszam wszystkie kurtyzany”, a następnego dnia przekonywał, że jego określenie odpowiada profesji i warsztatowi Dobrosz-Oracz. Dołączył jej zdjęcie. To już nie było zdanie rzucone w biegu, tylko podtrzymanie obelgi po czasie na namysł. Ja tu nie widzę bezkompromisowej walki z mediami, lecz uporczywe mylenie chamstwa z ciętą ripostą.

Berkowicz nie jest debiutantem, któremu pierwszy raz podstawiono mikrofon. To poseł od 2019 roku, wiceszef Nowej Nadziei i były rzecznik Janusza Korwin-Mikkego. W jego życiorysie znajdziemy zresztą szczegół, przy którym trudno zachować powagę: zasiadał w Komisji Etyki Poselskiej. W marcu 2025 roku stracił członkostwo po ukaraniu za nagranie, na którym z Mentzenem żartowali o pakowaniu ciał polityków do siatki na choinki. Ktoś wcześniej uznał, że właśnie ten człowiek powinien pilnować standardów kolegów.

Z samą Dobrosz-Oracz ścierał się już w grudniu 2025 roku, gdy reporterzy dopytywali o jego zakupy w Ikei. Poseł wcześniej przyjął mandat za nieopłacone towary, tłumacząc sytuację nieuwagą przy kasie. Podczas rozmowy zarzucał dziennikarzom przerywanie odpowiedzi, a reporterce sugerował „problemy umysłowe”. Uczciwie: jeżeli zadajesz pytanie, powinieneś dać rozmówcy odpowiedzieć, a nie organizować zawody w przekrzykiwaniu. Z drugiej strony uwagi o stanie umysłu dziennikarki nijak nie wyjaśniają sprawy paragonu.

Dobrosz-Oracz też nie pojawiła się w zawodzie wraz z ostatnią zmianą władzy. Pracowała w TVP od 2000 roku, została zwolniona w 2016, później była związana z „Gazetą Wyborczą”, a w 2024 wróciła do publicznej telewizji. Dopytywanie polityków, przypominanie ich deklaracji i wyciąganie sprzeczności to potrzebna robota, nawet gdy pytanemu skacze ciśnienie. Problem zaczyna się wtedy, gdy najważniejsze staje się samo starcie, a informacja schodzi na drugi plan. Zapowiadając „Bez trybu”, dziennikarka mówiła: „Ma być kino akcji”. No dobrze, tylko widz powinien po takim seansie wiedzieć coś więcej niż to, komu tym razem puściły nerwy.

Zarzutów wobec jej warsztatu nie trzeba przy tym szukać w anonimowych wyzwiskach. W opublikowanym w styczniu 2026 roku raporcie KRRiT surowo oceniła pięć wydań „Bez trybu” z października 2025 roku, wskazując między innymi na sugestywne pytania, narzucanie własnej interpretacji i niewystarczające zróżnicowanie opinii. To ocena regulatora dotycząca konkretnej próbki, nie całej kariery reporterki. Dokument również warto czytać krytycznie: już w komunikacie o badaniu Rada pisała o „siłowym przejęciu” TVP, wyraźnie ujawniając własną ocenę politycznego sporu. Niemniej pytania o dobór gości i jednakowe traktowanie polityków są zasadne. Publiczna telewizja powinna równie dociekliwie rozliczać ministra obecnego rządu jak posła opozycji, bez względu na to, który z nich bardziej irytuje prowadzącą.

Mentzen przyznał, że Berkowicz „przegiął”, ale poprzedził to nazwaniem Dobrosz-Oracz „obrzydliwą propagandystką”, po czym skierował uwagę na debatę budżetową. Agnieszzka Gozdyra z Polsatu zapytała więc, jakie konsekwencje spotkają jego partyjnego kolegę. Budżet jest ważniejszy od sejmowych pyskówek, tu zgoda. Tylko że można jednocześnie zajmować się finansami państwa i wymagać od własnego posła, żeby nie obrażał ludzi. W partii aspirującej do rządzenia krajem opanowanie jednego kolegi nie powinno być zadaniem ponad siły.

Dobrosz-Oracz zapowiedziała pozew, a marszałek Włodzimierz Czarzasty skierował sprawę do Komisji Etyki Poselskiej. To na razie zapowiedź i wniosek, nie rozstrzygnięcie. Polskie Radio 24 Można natomiast już teraz wymagać od reporterki rzetelności, a od parlamentarzysty kultury, bez zapisywania się do któregokolwiek obozu. Nie trzeba też bić brawo każdemu dziennikarskiemu „zaoraniu” ani każdej poselskiej odzywce. Najbardziej swojska wiocha zaczyna się przed ekranem: kiedy najpierw sprawdzamy, czy obrażał nasz, a dopiero potem ustalamy, czy chamstwo nam przeszkadza.
Tagi: #berkowicz #dobrosz-oracz #kurtyzana
Reklama

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Reklama