W parafii na olsztyńskich Jarotach ksiądz Tomasz Szałanda zdenerwował się na młodzież przygotowującą się do bierzmowania. Powód? Nastolatkowie mieli problem z podstawową wiedzą religijną. Według proboszcza z ponad pięćdziesięciorga kandydatów tylko dwoje potrafiło wskazać związek Jezusa z krzyżem. A na pytanie, dlaczego Chrystusa ukrzyżowano, padła odpowiedź, że ludzie go nie lubili.
Ksiądz polecił więc przeczytać Ewangelię według św. Marka i napisać kilka zdań o Jezusie. Zadanie wykonało zaledwie 15 osób z ponad 60. No i proboszcz nie wytrzymał. Podczas spotkania stwierdził, że młodzież ma Jezusa „w d**ie”. Rodzice zarzucili mu również inne ostre wypowiedzi, którym duchowny zaprzecza. Przyznał jednak, że poniosły go emocje i żałuje użytego słownictwa.
Z jednej strony trudno dziwić się księdzu. Jeśli ktoś chce przyjąć bierzmowanie, wypadałoby przynajmniej wiedzieć, kim był Jezus. Z drugiej, czy krzyk i przekleństwa to najlepszy sposób na zachęcenie młodzieży do wiary?
I tu mamy wiochę w pełnej krasie. Młodzi podchodzą do sakramentu jak do kolejnego obowiązku do odhaczenia, a dorosły, który ma uczyć ich szacunku i odpowiedzialności, sam nie potrafi opanować nerwów. Jezus pewnie miałby dla obu stron jakąś naukę. Tylko czy ktokolwiek chciałby jej wysłuchać?
Ksiądz polecił więc przeczytać Ewangelię według św. Marka i napisać kilka zdań o Jezusie. Zadanie wykonało zaledwie 15 osób z ponad 60. No i proboszcz nie wytrzymał. Podczas spotkania stwierdził, że młodzież ma Jezusa „w d**ie”. Rodzice zarzucili mu również inne ostre wypowiedzi, którym duchowny zaprzecza. Przyznał jednak, że poniosły go emocje i żałuje użytego słownictwa.
Z jednej strony trudno dziwić się księdzu. Jeśli ktoś chce przyjąć bierzmowanie, wypadałoby przynajmniej wiedzieć, kim był Jezus. Z drugiej, czy krzyk i przekleństwa to najlepszy sposób na zachęcenie młodzieży do wiary?
I tu mamy wiochę w pełnej krasie. Młodzi podchodzą do sakramentu jak do kolejnego obowiązku do odhaczenia, a dorosły, który ma uczyć ich szacunku i odpowiedzialności, sam nie potrafi opanować nerwów. Jezus pewnie miałby dla obu stron jakąś naukę. Tylko czy ktokolwiek chciałby jej wysłuchać?