Traktuję to jak rodzaj show, pokazu, inscenizacji. W teatrze "umawiamy się" z aktorami, że przebiorą się przed spektaklem w kostiumy, zajmą naszą uwagę, przekażą pewne treści, pozwolą się wzruszyć, zastanowić, coś przeżyć. W operze, w cyrku, na koncercie, na meczu i w kościele jest podobnie. W ostatnim przypadku ok jest to, że płacisz za bilet w połowie przedstawienia. Jak akcja się fajnie rozkręca, monolog nie zamula, oprawa i muzyka spoko, jest interakcja z publiką - to wrzucasz do koszyka i oglądasz, albo rozczarowany nie płacisz i wychodzisz z imprezy. Pozostałe występy tego nie mają.
Dlaczego tylko feministki? To jest też dobry model dla facetów. Długą część można wprowadzić do odbytu, a ten mały wibrujący dynks smyra miło po jajach. Polecam.
Może się czepiam, ale ten, kto to wymyślił, najwyraźniej nie miał pojęcia, że legenda o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu nie ma nic wspólnego z krucjatami. To nawet nie te czasy.
Jak mozna zmarnowac taka okazje do zdobycia dywanika przed kominkiem.