Wydaję mi się, że odejście Janusza z SP to był raczej impuls, chwilowe, irracjonalne poczucie niebezpieczeństwa, a nie skutek wielomiesięcznych przemyśleń. Dobrze to o nim świadczy, jako o jednostce człekopodobnej. Natura, co prawda rozumu nie dała, ale dała instynkt pozwalający mu czmychnąć przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.
Gdyby miał geny Józefa, zajął by się ciesielką, tak miał geny boga, więc włóczył się z geyami po pustyni przez lata.