Mamy XXI wiek i przy takich małych jednorazowych opadach państwo nie potrafi sobie poradzić. Zwalają winę na kierowców tirów, że mają złe opony, normalnie cyrk. Przypominam, że tiry płacą za przejazd drogami ( w tym roku znowu więcej o 40%) i zasra** obowiązkiem państwa jest im to zapewnić.
Polaki-cebulaki od zawsze dawali robić się w wała. Jadą na wakacje nad polskie morze albo w polskie góry. Wiedzą że ceny są z kosmosu, ale kupują śmierdzącą flądrę lub starego oscypka. Płacą jak za zboże i lamentując w niebogłosy, zamieszczają w internetach "paragony grozy". To samo jest na jarmarkach. Polaki-cebulaki kupują kromkę chleba ze smalcem za trzy dychy i popijają grzańcem za cztery dychy. Śmiechu warte. Bo grzaniec, to szczochy za grosze. Przywiezione w plastikowej bańce z Makro lub Kauflanda.
Kluczowe jest to, że dyplomy Collegium Humanum masowo pojawiały się w życiorysach osób związanych z obozem władzy. Samorządowcy, menedżerowie, politycy – lista nazwisk rosła, a wraz z nią wrażenie, że mamy do czynienia nie z marginesem, lecz z normą. Mechanizm działał cicho i skutecznie: dokument, pieczątka, nominacja. Kompetencje schodziły na dalszy plan.
Mamy XXI wiek i przy takich małych jednorazowych opadach państwo nie potrafi sobie poradzić. Zwalają winę na kierowców tirów, że mają złe opony, normalnie cyrk. Przypominam, że tiry płacą za przejazd drogami ( w tym roku znowu więcej o 40%) i zasra** obowiązkiem państwa jest im to zapewnić.