Złota panierka, gorący olej,
spotkanie dwojga w jednej doli.
Matka-kura w bułce skąpana,
przez własne jajo jest otulana.
Rodzinna więź na patelni pryska,
gdy ogień pod nimi mocno błyska.
Córka i matka — jedność chrupiąca,
wprost na talerz, prosto od słońca.
Widelec wbity, koniec dramatu,
smak ich połączył wbrew całemu światu.
Kiedy u nas? No kiedy u nas? A, u nas to by musiał być żelazny pręt z kolczastą kulą na końcu. A to niedogodność jednak.