Śmiertelność w ówczesnych szpitalach była ogromna, opieka słaba, w zasadzie mało kto wracał. W warunkach domowych szanse na przeżycie były znacznie większe. Wystarczy sięgnąć do źródeł. To w ogóle nie były szpitale w dzisiejszym rozumieniu. Kiedyś też się śmiałem z ciemnoty tych ludzi. Niestety to nie takie wszystko oczywiste, jak się manipulatorom wydaje.
Co nie zmienia faktu, że polskie szpitale to umieralnie, dziadostwo i prywatne folwarku panów ordynatorów wszechwładnych, gdzie jeśli nie byłeś wcześniej prywatnie u ordynatora a przyjdziesz "z ulicy" to jesteś traktowany per noga, jako zło konieczne. Poziom zacofania jest zatrważający, braku empatii a przede wszystkim profesjonalizmu...
bibi, zapomniałeś dopisać "w polskich katolickich szpitalach II RP. Czy coś się zmieniło? Tak, więcej pokurczy w sutanna się wałęsa, szczególnie na porodówkach.
Operacje bez znieczulenia prowadzone przez lekarzy przychodzących prosto z prosektorium to bliższe torturom niż lecznictwu
Mało kto miał szanse to przeżyć
Śmiertelność w ówczesnych szpitalach była ogromna, opieka słaba, w zasadzie mało kto wracał. W warunkach domowych szanse na przeżycie były znacznie większe. Wystarczy sięgnąć do źródeł. To w ogóle nie były szpitale w dzisiejszym rozumieniu. Kiedyś też się śmiałem z ciemnoty tych ludzi. Niestety to nie takie wszystko oczywiste, jak się manipulatorom wydaje.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Co nie zmienia faktu, że polskie szpitale to umieralnie, dziadostwo i prywatne folwarku panów ordynatorów wszechwładnych, gdzie jeśli nie byłeś wcześniej prywatnie u ordynatora a przyjdziesz "z ulicy" to jesteś traktowany per noga, jako zło konieczne. Poziom zacofania jest zatrważający, braku empatii a przede wszystkim profesjonalizmu...
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
bibi, zapomniałeś dopisać "w polskich katolickich szpitalach II RP. Czy coś się zmieniło? Tak, więcej pokurczy w sutanna się wałęsa, szczególnie na porodówkach.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Operacje bez znieczulenia prowadzone przez lekarzy przychodzących prosto z prosektorium to bliższe torturom niż lecznictwu Mało kto miał szanse to przeżyć
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
A gdzie ksiundz?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane