a to nie za rządów SLD się działo ? nie od nich premier do św.brygidy zawoził koncesję na bursztyn ? a ich prezydent nie antyszambrował z małżonką w przedpokoju św.ojca śfintego co by się przewieżć papamobilem ? nic dziwnego że nie boją się niczego i nikogo jeśli przeciwnicy tacy ulegli to czego po przyjaciołach mają się spodziewać
"Policjant uwięziony po dąsach przewodniczącego episkopatu Polski. Policjant nadział się na szosie na przewodniczącego episkopatu Polski arcybiskupa Józefa Michalika. Zatrzymał samochód, kierował nim watykański ksiądz Stival Cianciarello. Jadąc na wycieczkę po Bieszczadach, nie zapalił świateł i przekroczył prędkość o przeszło 30 km/h. Sierżant postanowił wlepić mu 200 zł mandatu i pouczył, że na bieszczadzkich serpentynach trzeba jechać ostrożnie. Do rozmowy włączył się pasażer. Krzyczał na policjanta i machał rękoma. Ty nie wiesz, kim ja jestem! – powtarzał wielokrotnie. -
- Po miesiącu został wezwany na dywanik do szefa. – Komendant powiedział, że musiał go przenieść, żeby „uciszyć tych chu*ów z góry” – mówi mi ojciec sierżanta S. Niedługo potem usłyszał podobno od przełożonego, komendanta Dziedzica, że albo odejdzie ze służby, albo zostanie wyrzucony dyscyplinarnie. Taką wersję potwierdzają też anonimowo jego koledzy policjanci. do akcji wkroczyło Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Wojewódzkiej Policji. Już w niespełna miesiąc później Paweł S. siedział w areszcie. Tym razem otrzymał grube zarzuty. Nielegalne posiadanie broni i handel nią.
U nas jak się pijany probosz rozj*** autem to przyjechała policja. Została zwyzywana, zeszmacona, sponiewierana...i proboszcz odmówił wyjścia z auta i jazdy zwykłą s**ą. No to biedny policjant wezwał posiłki, zamknął drogę w obydwu kierunkach, żeby ksiundza nikt nie rozpoznał po aucie i pogonił do chałupy po prywatne auto. Jaśnie pan łaskawie wsiadł i chwilę potem zrzygał się na siedzeniu. Ot taka kasta społeczna. Auto odholowano do warsztatu a tydzień później naprawione stało pod plebanią
Jeżeli to jest prawda a zapewne jest to jprd😄
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
a to nie za rządów SLD się działo ? nie od nich premier do św.brygidy zawoził koncesję na bursztyn ? a ich prezydent nie antyszambrował z małżonką w przedpokoju św.ojca śfintego co by się przewieżć papamobilem ? nic dziwnego że nie boją się niczego i nikogo jeśli przeciwnicy tacy ulegli to czego po przyjaciołach mają się spodziewać
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Psy też pokropione, żeby grzeczne były i trzymały się z dala od pe****li
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
"Policjant uwięziony po dąsach przewodniczącego episkopatu Polski. Policjant nadział się na szosie na przewodniczącego episkopatu Polski arcybiskupa Józefa Michalika. Zatrzymał samochód, kierował nim watykański ksiądz Stival Cianciarello. Jadąc na wycieczkę po Bieszczadach, nie zapalił świateł i przekroczył prędkość o przeszło 30 km/h. Sierżant postanowił wlepić mu 200 zł mandatu i pouczył, że na bieszczadzkich serpentynach trzeba jechać ostrożnie. Do rozmowy włączył się pasażer. Krzyczał na policjanta i machał rękoma. Ty nie wiesz, kim ja jestem! – powtarzał wielokrotnie. -
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
- Po miesiącu został wezwany na dywanik do szefa. – Komendant powiedział, że musiał go przenieść, żeby „uciszyć tych chu*ów z góry” – mówi mi ojciec sierżanta S. Niedługo potem usłyszał podobno od przełożonego, komendanta Dziedzica, że albo odejdzie ze służby, albo zostanie wyrzucony dyscyplinarnie. Taką wersję potwierdzają też anonimowo jego koledzy policjanci. do akcji wkroczyło Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Wojewódzkiej Policji. Już w niespełna miesiąc później Paweł S. siedział w areszcie. Tym razem otrzymał grube zarzuty. Nielegalne posiadanie broni i handel nią.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
U nas jak się pijany probosz rozj*** autem to przyjechała policja. Została zwyzywana, zeszmacona, sponiewierana...i proboszcz odmówił wyjścia z auta i jazdy zwykłą s**ą. No to biedny policjant wezwał posiłki, zamknął drogę w obydwu kierunkach, żeby ksiundza nikt nie rozpoznał po aucie i pogonił do chałupy po prywatne auto. Jaśnie pan łaskawie wsiadł i chwilę potem zrzygał się na siedzeniu. Ot taka kasta społeczna. Auto odholowano do warsztatu a tydzień później naprawione stało pod plebanią
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Nie orza, nie sieja a zbieraja...i oplywaja w bogactwa, dzieki glupocie "wiernych" owieczek.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane