Sugeruję przeliczyć ich wynagrodzenie na stawkę godzinową. Przypomnę, iż pełny etet u nich to 18 godzin tablicowych, tzw. pensum. Do tego jakieś przygotowania, to i tak ok. 20 godzin tygodniowo, czyli pół etatu normalnego. Do tego w karcie mają zapis o 37 dniach wolnego, a w praktyce całe wakacje, ferie zimowe i świąteczne. Realnie, po zliczenia i tak mają średnio poniżej 18 godzin tygodniowo. Zatem przeliczając na pełny etat, to jest ponad 10 tysięcy złotych brutto. Jakby ktoś chciał podyskutować, to zapraszam - żona nauczycielka matematyki, jej dwie siostry: nauczyciele wspomagający.
Nieatrakcyjny i brak nie idą w parze. Nauczyciel matematyki, czy polskiego może brać 200 złotych netto za godzinę korepetycji, a nawet więcej. Zatem tylko 2 godziny dziennie, czyli 10 tygodniowo daje mu ponad 8 tysięcy netto miesięcznie, czyli przeliczając jakieś 12 brutto. I nie ma żadnych spotkań z rodzicami, durnych narad pedagogicznych, dyrektorów i święty spokój. Moja żona ma coraz więcej kolegów, którzy żyją tylko z korepetycji.
Donalda Trumpa, na którego widok sikałeś po prawackich nogach wraz z oszczanym dziadem i tępym sutenerem od kiboli! Pokrzyczysz sobie wraz z prawackimi de**lami w sejmie? "Niech żyje Donald Trump"
Zasadnicze wynagrodzenie nauczyciela początkującego w 2026 roku wynosi 5308 zł brutto (ok. 3950–4000 zł „na rękę”), co stanowi argument w dyskusjach o niskiej atrakcyjności zawodu. W polskich szkołach brakuje przede wszystkim nauczycieli przedmiotów ścisłych, języka polskiego oraz specjalistów wspomagających edukację włączającą. Niskie zainteresowanie młodego pokolenia (tylko ok. 5% nauczycieli ma poniżej 30 lat) pogłębia kryzys w konkretnych placówkach.
A kogo obchodzi zasadnicze? 10300 średnie nauczyciela dyplomowanego. A czasu mnóstwo więc można robić i zarobić dużo więcej. Wakaty to też ściema. Trzeba podać nawet pojedyncze godziny, ale wszystkie je rozdziela się potem na swojaków, żeby mogli pociągnąć jeszcze więcej. W Polsce powiatowej układy w szkołach są zabetonowane na pokolenia. Można mieć kilka fakultetów i żadnych szans na pracę w szkole.
W polskich szkołach wyższych drastycznie spada liczba studentów wybierających kierunki nauczycielskie, co pogłębia głęboki kryzys kadrowy w oświacie. Początkowe pensje w oświacie są nieatrakcyjne w porównaniu do zarobków w sektorze prywatnym czy nawet pracy w handlu i usługach. Większość obecnych nauczycieli to osoby zbliżające się do emerytury, a brakuje młodego pokolenia na ich miejsce.
Zdaje się, że nauczyciel na etacie nie ma szans na drugi próg z etatu. Kto zazdrości niech wejdzie w drugi próg podatkowy pracując np. 13 h dziennie.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Czy admin oszalal z tymi minusami... ten drobny cwaniaczek?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Sugeruję przeliczyć ich wynagrodzenie na stawkę godzinową. Przypomnę, iż pełny etet u nich to 18 godzin tablicowych, tzw. pensum. Do tego jakieś przygotowania, to i tak ok. 20 godzin tygodniowo, czyli pół etatu normalnego. Do tego w karcie mają zapis o 37 dniach wolnego, a w praktyce całe wakacje, ferie zimowe i świąteczne. Realnie, po zliczenia i tak mają średnio poniżej 18 godzin tygodniowo. Zatem przeliczając na pełny etat, to jest ponad 10 tysięcy złotych brutto. Jakby ktoś chciał podyskutować, to zapraszam - żona nauczycielka matematyki, jej dwie siostry: nauczyciele wspomagający.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Jezeli jest tak pieknie jak piszesz... dlaczego zawod nauczyciela jest nieatrakcyjny i jest duzy brak nauczycieli?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Nieatrakcyjny i brak nie idą w parze. Nauczyciel matematyki, czy polskiego może brać 200 złotych netto za godzinę korepetycji, a nawet więcej. Zatem tylko 2 godziny dziennie, czyli 10 tygodniowo daje mu ponad 8 tysięcy netto miesięcznie, czyli przeliczając jakieś 12 brutto. I nie ma żadnych spotkań z rodzicami, durnych narad pedagogicznych, dyrektorów i święty spokój. Moja żona ma coraz więcej kolegów, którzy żyją tylko z korepetycji.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Juz byla nagonka na lekarzy... teraz czas na nauczycieli!
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Na worów w zakonie też, trolku Donalda z odwiecznej farmy ulokowanej na wiosze.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Donalda Trumpa, na którego widok sikałeś po prawackich nogach wraz z oszczanym dziadem i tępym sutenerem od kiboli! Pokrzyczysz sobie wraz z prawackimi de**lami w sejmie? "Niech żyje Donald Trump"
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Zasadnicze wynagrodzenie nauczyciela początkującego w 2026 roku wynosi 5308 zł brutto (ok. 3950–4000 zł „na rękę”), co stanowi argument w dyskusjach o niskiej atrakcyjności zawodu. W polskich szkołach brakuje przede wszystkim nauczycieli przedmiotów ścisłych, języka polskiego oraz specjalistów wspomagających edukację włączającą. Niskie zainteresowanie młodego pokolenia (tylko ok. 5% nauczycieli ma poniżej 30 lat) pogłębia kryzys w konkretnych placówkach.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
A kogo obchodzi zasadnicze? 10300 średnie nauczyciela dyplomowanego. A czasu mnóstwo więc można robić i zarobić dużo więcej. Wakaty to też ściema. Trzeba podać nawet pojedyncze godziny, ale wszystkie je rozdziela się potem na swojaków, żeby mogli pociągnąć jeszcze więcej. W Polsce powiatowej układy w szkołach są zabetonowane na pokolenia. Można mieć kilka fakultetów i żadnych szans na pracę w szkole.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
W polskich szkołach wyższych drastycznie spada liczba studentów wybierających kierunki nauczycielskie, co pogłębia głęboki kryzys kadrowy w oświacie. Początkowe pensje w oświacie są nieatrakcyjne w porównaniu do zarobków w sektorze prywatnym czy nawet pracy w handlu i usługach. Większość obecnych nauczycieli to osoby zbliżające się do emerytury, a brakuje młodego pokolenia na ich miejsce.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane