16 października świat obiegły nagrania z prezentacji nowej Tesli Roadster. Samochód wjechał na specjalną rampę, poruszał się do góry kołami, a następnie wykonał obrót w powietrzu i wylądował na kołach. Później przeskoczył nad innymi samochodami Tesli. Trzeba przyznać, że wyglądało to efektownie. Nawet James Bond mógłby poczuć lekką zazdrość.
Za tymi sztuczkami stoi technologia opracowana we współpracy ze SpaceX. System wentylatorów dociska pojazd do nawierzchni, a dysze wyrzucające sprężone powietrze zapewniają dodatkowy ciąg. Podczas pokazu Roadster miał rozpędzić się do 97 km/h w zaledwie 0,81 sekundy! Tyle że określenie „latający samochód” jest trochę na wyrost. Na razie oglądaliśmy krótkie, kontrolowane loty, a nie swobodne podróżowanie po niebie.
Tesla zapowiedziała trzy wersje Roadstera: Performance, Thrust i Rocket. Ta ostatnia ma oferować najbardziej szalone możliwości, ale będzie dostępna tylko dla wybranych klientów i nie zostanie dopuszczona do zwykłego ruchu drogowego. Zainteresowani mogą już rezerwować samochody, wpłacając od 50 do nawet 250 tysięcy dolarów zaliczki, zależnie od wersji. Sama produkcja ma ruszyć w 2028 roku.
Właśnie przy tej dacie warto się zatrzymać. Musk pokazał nowego Roadstera już w 2017 roku. Od tamtej pory termin rozpoczęcia produkcji przesuwano kilkakrotnie. Minęło dziewięć lat, samochodu w salonach nadal nie ma, ale chętni mogą wpłacać kolejne dziesiątki tysięcy dolarów. Swoją drogą, trzeba mieć sporo wiary w człowieka, żeby powierzyć mu takie pieniądze i cierpliwie czekać na spełnienie obietnicy.
Co ciekawe, nawet inwestorzy nie oszaleli z zachwytu. Po początkowym wzroście notowań, akcje Tesli szybko oddały większość zysków, a chwilami nawet taniały. Wygląda na to, że giełdzie nie wystarczają już efektowne fikołki.
Technologia musi się rozwijać. Tylko że od widowiskowego prototypu do seryjnej produkcji droga bywa długa i kosztowna. Jeśli Musk znowu przesunie premierę, to największym osiągnięciem Roadstera może się okazać nie latanie, lecz utrzymywanie klientów w stanie zawieszenia przez kilkanaście lat. I to dopiero byłaby wiocha na kosmiczny
Za tymi sztuczkami stoi technologia opracowana we współpracy ze SpaceX. System wentylatorów dociska pojazd do nawierzchni, a dysze wyrzucające sprężone powietrze zapewniają dodatkowy ciąg. Podczas pokazu Roadster miał rozpędzić się do 97 km/h w zaledwie 0,81 sekundy! Tyle że określenie „latający samochód” jest trochę na wyrost. Na razie oglądaliśmy krótkie, kontrolowane loty, a nie swobodne podróżowanie po niebie.
Tesla zapowiedziała trzy wersje Roadstera: Performance, Thrust i Rocket. Ta ostatnia ma oferować najbardziej szalone możliwości, ale będzie dostępna tylko dla wybranych klientów i nie zostanie dopuszczona do zwykłego ruchu drogowego. Zainteresowani mogą już rezerwować samochody, wpłacając od 50 do nawet 250 tysięcy dolarów zaliczki, zależnie od wersji. Sama produkcja ma ruszyć w 2028 roku.
Właśnie przy tej dacie warto się zatrzymać. Musk pokazał nowego Roadstera już w 2017 roku. Od tamtej pory termin rozpoczęcia produkcji przesuwano kilkakrotnie. Minęło dziewięć lat, samochodu w salonach nadal nie ma, ale chętni mogą wpłacać kolejne dziesiątki tysięcy dolarów. Swoją drogą, trzeba mieć sporo wiary w człowieka, żeby powierzyć mu takie pieniądze i cierpliwie czekać na spełnienie obietnicy.
Co ciekawe, nawet inwestorzy nie oszaleli z zachwytu. Po początkowym wzroście notowań, akcje Tesli szybko oddały większość zysków, a chwilami nawet taniały. Wygląda na to, że giełdzie nie wystarczają już efektowne fikołki.
Technologia musi się rozwijać. Tylko że od widowiskowego prototypu do seryjnej produkcji droga bywa długa i kosztowna. Jeśli Musk znowu przesunie premierę, to największym osiągnięciem Roadstera może się okazać nie latanie, lecz utrzymywanie klientów w stanie zawieszenia przez kilkanaście lat. I to dopiero byłaby wiocha na kosmiczny