Wyobraźcie sobie taką sytuację. Stoicie na przystanku, czekacie na autobus, a jego kierowca podczas przerwy przygotowuje sobie napój. Tyle że zamiast zwyczajnie odkręcić butelkę i się napić, przelewa do niej alkohol. Człowiek przez chwilę może się zastanawiać, czy dobrze widzi. Bo przecież zawodowy kierowca, który zaraz ma przewozić ludzi, chyba nie wpadłby na tak id**tyczny pomysł? No cóż, życie kolejny raz pokazało, że wyobraźnia przeciętnego człowieka nie nadąża za rzeczywistością.
Do takiej właśnie sytuacji doszło na jednej z ulic Biłgoraja. Dwie 17-letnie uczennice miejscowej szkoły zauważyły kierowcę autobusu, który przelewał alkohol do butelki z gazowanym napojem. Mężczyzna zakończył wcześniej jeden kurs i przygotowywał się do następnego. Dziewczyny uznały, że coś tu mocno nie gra, i postanowiły powiadomić policję. I bardzo dobrze, bo chwilę później okazało się, że ich podejrzenia były uzasadnione.
Na miejsce przyjechali funkcjonariusze, którzy zbadali trzeźwość 61-letniego kierowcy. Wynik? Stan po użyciu alkoholu. Warto tu zaznaczyć, że nie jest to równoznaczne ze stanem nietrzeźwości, potocznie nazywanym pijaństwem. W polskim prawie mówimy o stanie po użyciu alkoholu, gdy jego stężenie we krwi wynosi od 0,2 do 0,5 promila. I choć ktoś mógłby próbować bagatelizować takie wartości, za kierownicą autobusu nie ma miejsca na podobne dyskusje. Kierowca odpowiada przecież nie tylko za siebie, ale również za pasażerów i pozostałych uczestników ruchu.
Co istotne, sprawa nie skończyła się na stwierdzeniu, że mężczyzna wypił coś podczas postoju. Policjanci zebrali materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie mu zarzutów kierowania pojazdem po użyciu alkoholu oraz wykonywania w takim stanie czynności zawodowych. Innymi słowy, podejrzenia dotyczą również prowadzenia autobusu, a nie tylko przygotowywania podejrzanego napoju przed kolejnym kursem. Funkcjonariusze zatrzymali kierowcy prawo jazdy, a Sąd Rejonowy w Biłgoraju zatwierdził tę decyzję. Ostatecznie sprawę rozstrzygnie sąd. Mężczyźnie grozi wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów nawet na trzy lata.
Najciekawsza w całej historii jest jednak postawa nastolatek. Dwie 17-latki zobaczyły coś niepokojącego i zamiast wzruszyć ramionami, wyciągnęły telefon. Nie zaczęły się zastanawiać, czy wypada donosić na dorosłego człowieka, czy może kierowca będzie miał przez nie nieprzyjemności. Uznały po prostu, że bezpieczeństwo ludzi jest ważniejsze od świętego spokoju. A przecież równie dobrze mogły odejść, stwierdzając, że to nie ich sprawa.
I tutaj pojawia się pytanie: jakim cudem dwie uczennice wykazały się większą odpowiedzialnością niż 61-letni człowiek, który zawodowo przewozi pasażerów? Mówimy przecież o osobie mającej za sobą wiele lat życia i, jak można przypuszczać, niemałe doświadczenie za kierownicą. Tymczasem dwie dziewczyny, które dopiero niedawno osiągnęły wiek pozwalający ubiegać się o prawo jazdy kategorii B, musiały reagować na zachowanie zawodowego kierowcy.
Oczywiście nie wiemy, co dokładnie siedziało w głowie mężczyzny. Nie wiemy również, czy faktycznie zamierzał wypić przygotowaną mieszankę przed następnym kursem. Wiemy natomiast, że badanie wykazało obecność alkoholu, a zgromadzone dowody pozwoliły policji postawić mu zarzuty. To już wystarczająco dużo, żeby całą sytuację potraktować bardzo poważnie.
Policja słusznie pochwaliła dziewczyny za czujność i szybką reakcję. Być może dzięki nim udało się zapobiec tragedii, choć tego oczywiście nigdy się nie dowiemy. I obyśmy nie musieli.
Bo wiecie, na tym właśnie polega wiocha w najgorszym wydaniu. Nie na tym, że ktoś pomylił butelkę po coli z barkiem. Tylko na tym, że dorosły człowiek, odpowiedzialny za bezpieczeństwo innych, znalazł się w sytuacji, w której dwie nastolatki musiały wykazać się rozsądkiem za niego.
W Biłgoraju egzamin z odpowiedzialności zdały więc dwie 17-latki. Kierowca natomiast będzie musiał wytłumaczyć się przed sądem. I trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie te dziewczyny, jego następny kurs mógłby wyglądać zupełnie inaczej.
Do takiej właśnie sytuacji doszło na jednej z ulic Biłgoraja. Dwie 17-letnie uczennice miejscowej szkoły zauważyły kierowcę autobusu, który przelewał alkohol do butelki z gazowanym napojem. Mężczyzna zakończył wcześniej jeden kurs i przygotowywał się do następnego. Dziewczyny uznały, że coś tu mocno nie gra, i postanowiły powiadomić policję. I bardzo dobrze, bo chwilę później okazało się, że ich podejrzenia były uzasadnione.
Na miejsce przyjechali funkcjonariusze, którzy zbadali trzeźwość 61-letniego kierowcy. Wynik? Stan po użyciu alkoholu. Warto tu zaznaczyć, że nie jest to równoznaczne ze stanem nietrzeźwości, potocznie nazywanym pijaństwem. W polskim prawie mówimy o stanie po użyciu alkoholu, gdy jego stężenie we krwi wynosi od 0,2 do 0,5 promila. I choć ktoś mógłby próbować bagatelizować takie wartości, za kierownicą autobusu nie ma miejsca na podobne dyskusje. Kierowca odpowiada przecież nie tylko za siebie, ale również za pasażerów i pozostałych uczestników ruchu.
Co istotne, sprawa nie skończyła się na stwierdzeniu, że mężczyzna wypił coś podczas postoju. Policjanci zebrali materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie mu zarzutów kierowania pojazdem po użyciu alkoholu oraz wykonywania w takim stanie czynności zawodowych. Innymi słowy, podejrzenia dotyczą również prowadzenia autobusu, a nie tylko przygotowywania podejrzanego napoju przed kolejnym kursem. Funkcjonariusze zatrzymali kierowcy prawo jazdy, a Sąd Rejonowy w Biłgoraju zatwierdził tę decyzję. Ostatecznie sprawę rozstrzygnie sąd. Mężczyźnie grozi wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów nawet na trzy lata.
Najciekawsza w całej historii jest jednak postawa nastolatek. Dwie 17-latki zobaczyły coś niepokojącego i zamiast wzruszyć ramionami, wyciągnęły telefon. Nie zaczęły się zastanawiać, czy wypada donosić na dorosłego człowieka, czy może kierowca będzie miał przez nie nieprzyjemności. Uznały po prostu, że bezpieczeństwo ludzi jest ważniejsze od świętego spokoju. A przecież równie dobrze mogły odejść, stwierdzając, że to nie ich sprawa.
I tutaj pojawia się pytanie: jakim cudem dwie uczennice wykazały się większą odpowiedzialnością niż 61-letni człowiek, który zawodowo przewozi pasażerów? Mówimy przecież o osobie mającej za sobą wiele lat życia i, jak można przypuszczać, niemałe doświadczenie za kierownicą. Tymczasem dwie dziewczyny, które dopiero niedawno osiągnęły wiek pozwalający ubiegać się o prawo jazdy kategorii B, musiały reagować na zachowanie zawodowego kierowcy.
Oczywiście nie wiemy, co dokładnie siedziało w głowie mężczyzny. Nie wiemy również, czy faktycznie zamierzał wypić przygotowaną mieszankę przed następnym kursem. Wiemy natomiast, że badanie wykazało obecność alkoholu, a zgromadzone dowody pozwoliły policji postawić mu zarzuty. To już wystarczająco dużo, żeby całą sytuację potraktować bardzo poważnie.
Policja słusznie pochwaliła dziewczyny za czujność i szybką reakcję. Być może dzięki nim udało się zapobiec tragedii, choć tego oczywiście nigdy się nie dowiemy. I obyśmy nie musieli.
Bo wiecie, na tym właśnie polega wiocha w najgorszym wydaniu. Nie na tym, że ktoś pomylił butelkę po coli z barkiem. Tylko na tym, że dorosły człowiek, odpowiedzialny za bezpieczeństwo innych, znalazł się w sytuacji, w której dwie nastolatki musiały wykazać się rozsądkiem za niego.
W Biłgoraju egzamin z odpowiedzialności zdały więc dwie 17-latki. Kierowca natomiast będzie musiał wytłumaczyć się przed sądem. I trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie te dziewczyny, jego następny kurs mógłby wyglądać zupełnie inaczej.