Reklama
Internet i media

Daniel Martyniuk ma 70 tys. zł długu, ale za 4 tys. euro pracować nie zamierza

Masz 37 lat, około 70 tysięcy złotych długu i nie pracujesz. Dostajesz propozycję zarabiania 4 tysięcy euro miesięcznie, ale kręcisz nosem, bo to za mało. Brzmi absurdalnie? Dla Daniela Martyniuka, syna króla disco polo, najwyraźniej nie.

Daniel Martyniuk ma 70 tys. zł długu, ale za 4 tys. euro pracować nie zamierza
Redakcja Snajper
Daniel Martyniuk w podcaście Mateusza Hładkiego „Zbliżenie” opowiedział o swojej sytuacji zawodowej i finansowej. Okazuje się, że syn Zenka ma konkretny fach w ręku. Ukończył szkołę morską w Gdyni i pracował jako nawigator na statkach. Mógłby więc wrócić do zawodu i zarabiać około 4 tysięcy euro, czyli mniej więcej 17 tysięcy złotych. Problem w tym, że taka pensja go nie satysfakcjonuje.

- To jest za mała kasa, szczerze mówiąc - stwierdził.

Tłumaczył też, że praca na statku wiąże się z długim przebywaniem z tymi samymi ludźmi, co potrafi być męczące. I trudno się z tym nie zgodzić. Tyle że większość Polaków, mając kilkadziesiąt tysięcy długu, raczej nie wybrzydzałaby przy zarobkach rzędu kilkunastu tysięcy złotych.

A długi Martyniuk ma całkiem konkretne. Jak sam przyznał, na kartach kredytowych w Revolucie i PKO BP uzbierało mu się łącznie około 70 tysięcy złotych zadłużenia. Ojciec podobno od ponad roku nie daje mu pieniędzy, ale na szczęście jest jeszcze mama. Danuta Martyniuk wspiera syna kwotą około 1500 zł miesięcznie, z czego 500 zł przeznacza on na spłatę zadłużenia.

I tutaj zaczyna się prawdziwa komedia. Dorosły facet z wyuczonym zawodem i długami na kilkadziesiąt tysięcy złotych uważa, że 4 tysiące euro to za mało, ale tysiąc złotych kieszonkowego od mamy jakoś mu wystarcza. Oczywiście każdy ma prawo wybierać pracę, która mu odpowiada. Tylko że kiedy człowiek żyje na kredyt i korzysta z pomocy rodziców, wypadałoby może nieco obniżyć oczekiwania.

Bo w Polsce jedni pracują za minimalną krajową, żeby spłacić raty, a inni nie chcą pracować za kilkanaście tysięcy, bo im się nie opłaca. I chyba właśnie na tym polega największa wiocha w całej tej historii. Nie na samych długach, bo te mogą przytrafić się każdemu, lecz na podejściu do ich spłacania. Zwłaszcza gdy człowiek zbliża się do czterdziestki, a jego plan finansowy wciąż zaczyna się od słowa „mama”.
Tagi: #polityka #zarobki #praca #celebryci #pieniądze #showbiznes #daniel martyniuk
Reklama

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Reklama