Przejście przez kanały powinno być obowiązkowym punktem zwiedzania Muzeum Powstania Warszawskiego. Wówczas być może dzieciarnia zrozumiałaby, że wojna to nie gra komputerowa.
U mnie się jeden zalągł w rogu sufitu. Z racji tego, że uważam, że to pożyteczne stworzenia, to nie wyrzucę go teraz na dwór na te chłodne dni, tylko z tego powodu, że żona ma tam jakieś swoje fobie. Siedzi grzecznie w bezruchu cały dzień. Znaczy się pająk, nie żona, bo żona to nie usiedzi. No i myślałem nawet, że biedak zdechł, więc złapałem muchę, skoro jemu się nie udało i podrzuciłem mu trupa do pajęczyny. Wtedy zmartwychwstał, przyrządził ją po swojemu, a po jakimś czasie opędzlował. Ale teraz znowu zastygł, a nie mam więcej much. Przyjdzie mi się dzielić z nim kotletem z obiadu...
Ech, kiedys to byly dowc**y :-)