Jepp masz rację:
Maż przychodzi do domu i siada na kibelku. Tymczasem zona krząta się po mieszkaniu i słyszy, że z kibla dochodzą jakieś postękiwania. Myśli sobie: "Zrobię mężowi kawal i zgaszę światło". Gdy to już zrobiła z kibla słychać krzyk:
- O Boże! Ratunku!!!.
Przerażona otwiera drzwi i zapala światło. A maż mówi: - Uff!!! Myślałem już, że mi oczy pękły.
Kościół sam się wyżywi.