Gdyby agent ruskich został szefem komisji, to dopiero byłby kabaret. Ale wówczas, skoro miałby weryfikować tyle wątków, osób, świadków, akt i to na przestrzeni 15 lat, a raport dać po dwóch miesiącach pracy, to tym samym, jaka by była jego wiarygodność w komisji smoleńskiej, gdzie jedno zdarzenie z jednego dnia weryfikował ponad 10 lat.
Przecież to jest sprawa dla prokuratora... jak nic.