Oczywiście rząd który doprowadził do takiej sytuacji swoim uporem i nie sluchaniem innych zapłaci za te błędy z własnej kieszeni prawda? Bo to tak jak by dać koledze poprowadzić swój nowy samochód. Kolega pomimo ostrzeżeń o tym, że za przystankiem często stoją miśki gna dalej bo na pewno ich tam nie ma a gdy się okazuje, że są i go zatrzymują to stwierdza, że to nie jego auto więc w zasadzie to nie on powinien płacić...
No i pisowskie prawactwo obnażone ze swoich kłamstw.