Za PRL była taka grupa społeczeństwa - chłoporobotnik. Pracował w miescie na etacie a po pracy wracał na wieś i obrabiał te 2-3ha pola. Każdy z nich musiał mieć konia albo traktor, pług, snopowiązałke, kopaczkę i ch.. wie co jeszcze. Podczas żniw do pracy przychodziło 10-20% załogi. Pracowali wg hasła "czy się stoi czy sie leży to wypłata się należy". Ilekroć próbowałem któregoś nakłonić do wysiłku, wydajności to słyszałem - Panie, narobić to ja się w domu narobię, tutaj jestem w pracy. Na szczęście czas ten socjalizmem zwany – minął bezpowrotnie.
Po prostu duża część społeczeństwa to ku**y i szmaty.