ale takie są właśnie realia, Ci którzy piszą, że to bzdury to chyba nigdy nie byli w szpitalu. gdyby rodzina nie przynosiła mi jedzenia, to chyba umarłabym z głodu. nawet nie chodzi o ilość, ale o jakość posiłku, przecież to co podają jest kompletnie bezwartościowe, totalny syf. myślałam, że szpital jest od leczenia... na kolację codziennie o 17 dawali 2 kromki chleba + odrobinę czegoś masło podobnego.
ale takie są właśnie realia, Ci którzy piszą, że to bzdury to chyba nigdy nie byli w szpitalu. gdyby rodzina nie przynosiła mi jedzenia, to chyba umarłabym z głodu. nawet nie chodzi o ilość, ale o jakość posiłku, przecież to co podają jest kompletnie bezwartościowe, totalny syf. myślałam, że szpital jest od leczenia... na kolację codziennie o 17 dawali 2 kromki chleba + odrobinę czegoś masło podobnego.