Mokre sny lewactwa.
Najpierw trzeba być katolikiem, żeby dokonać "apostazji".
Przy okazji w w rzeczywistości transcendentalnej niczego akt apostazji nie zmienia, gdyż znamię chrztu jest niezatarte.
Oglądałem taki dokument o Korei Północnej, gdzie ludzie po operacjach na oczy dziękowali "kochanemu przywódcy". W takich przypadkach sytuacja jest całkowicie analogiczna. Ludzie łapią się za głowę słysząc coś takiego, a sami dziękując temu "bogu" robią to samo. Komunizm to ateistyczna wersja chrześcijaństwa, gdzie tak samo wszyscy są równi, a jedynie kult ukrzyżowanego idola jest zastąpiony przez kult nieco realniejszego tyrana.
A na literę Ł ? Łoj, tatko wraco z sylwestra w lutym !