Hehe. Ja mieszkam w Irlandii. Często gdy idę do pracy mijam się z "kowbojem". Gość wystylizowany na maxa! Jeansy z wielką błyszczącą klamrą, na nich ochraniacze skórzane (te dopinane), koszula w stylu country, pod szyją ten sznurkowy pseudokrawat (bola), płaszcz do samej ziemi, wielki, piękny kapelusz. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że do tego - zaebiscie wysokie szpilki, zamiast kowbojek. Tak to pan kowboj po bułki to Costcuttera chadza.
Potem zaś, stoi w kolejce do kasy, koło pań w szlafrokach (bo po ch..j się ubierać, skoro tylko po pieczywo idą!?)
Pozdrawiam! :-D
widziałem lepsze