Kartofel to taki obwoźny cudak. Wożą go Polsce, a on nawet nie wie do jakiego miasta go przywieźli. Wygaduje głupoty, łazi w różnych butach, szczy w gacie i wymyśla nowe teorie o kobietach które nie chcą rodzić dzieci bo dają w szyję. Ale wszyscy są szczęśliwi. Kartofel raduje się że może pieprzyć bzdury, jego obwoźna publiczność dostaje za aplauz wynagrodzenie, a ci którzy kartofla mają w du**e, mogą się pośmiać z jego de**lnych teorii.
A morawiecki mówi że wszystko się zgadza i tłumaczy: ziemię wartą kilka milionów PLN rząd oddał kościołowi za darmo lub odsprzedał za 1% wartości. Potem kościół sprzedał ziemię morawieckiemu za 10% wartości. Zapytacie ile warta jest ta ziemia? Odpowiem "to zależy" kto ją dostaje, kto ją kupuje i kto ją sprzedaje. Amen.
Tak było i były to szczęśliwe małżeństwa na poziomie niedostępnym niemal dzisiaj.