Ja byłem parę dni na oddziale dermatologi w Zabrzu. Jeden z dni - Na śniadanie była kromka chleba i ćwiartka pomidora - niestety trafił się mi spleśniały więc tylko chleb został, wszystko w jednorazowych kompletach które były potem zbierane, nie wyrzucane (!). A wszystko dowozili z Oświęcimia, w dwie strony 120 km, pewnie więcej na benzynę szło niż na żarcie. Na szczęście dziewczyna przynosiła prowiant bo szpitalne rzadko jadłem ze strachu...
Ja byłem parę dni na oddziale dermatologi w Zabrzu. Jeden z dni - Na śniadanie była kromka chleba i ćwiartka pomidora - niestety trafił się mi spleśniały więc tylko chleb został, wszystko w jednorazowych kompletach które były potem zbierane, nie wyrzucane (!). A wszystko dowozili z Oświęcimia, w dwie strony 120 km, pewnie więcej na benzynę szło niż na żarcie. Na szczęście dziewczyna przynosiła prowiant bo szpitalne rzadko jadłem ze strachu...