Sadownik nie może sam sprzedawać swoich owoców do sieci handlowych. Musi to robić firma, która ma "pozwolenie". Potem sadownik dostaje 60 groszy za kilogram porzeczki a w sklepie ten kilogram kosztuje 8 zł. Sadownik, który wytwarza towar zarabia na kilogramie 10 groszy, skupujący z "pozwoleniem" powiedzmy 4 zł a sklep jeszcze ze 3 zł dorzuci. I to jest własnie chore, bo podobnie jak z wykończeniem polskiego przemysłu sytuacja jest taka, ze nie opłaca się produkować.
to nie było zawahanie to tamta druga osoba ją rozproszyła