Icek z żoną Chaną w piękne sobotnie popołudnie wybierają się na piknik za miasto. Jest upał, więc siadają w cieniu rozłożystego drzewa. Nagle Chana zrywa się z krzykiem.
- Icek, ratuj!
- Co się stało?
- Mrówki mnie jedzą!
A Icek patrzy na swoją brzydką małżonkę i mówi wzdychając:
- Aj, aj, aj! Do czegóż to głód może doprowadzić!
Kabaret. Kaczyński nie ma czasu na kobiety. A te p**s samice uważają się za piękności. Kempa tobie bliżej do samicy orangutana niż do pięknej polki. Włosy umyj menelu
Icek z żoną Chaną w piękne sobotnie popołudnie wybierają się na piknik za miasto. Jest upał, więc siadają w cieniu rozłożystego drzewa. Nagle Chana zrywa się z krzykiem. - Icek, ratuj! - Co się stało? - Mrówki mnie jedzą! A Icek patrzy na swoją brzydką małżonkę i mówi wzdychając: - Aj, aj, aj! Do czegóż to głód może doprowadzić!
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Pewnie wibrator chcieli jej zabrać.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
A kto jej każe ryzykować w tej lewackiej Brukseli, no kto? Może przecież bezpiecznie siedzieć w gumofilcach na zapleczu chlewni w Pierdziszewie.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
To niemożliwe.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Jakiś desperat to był.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Pewnie jakiś uciekinier z dożywotką, któremu wystarczy, że się rusza i na drzewo nie ucieka.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Kabaret. Kaczyński nie ma czasu na kobiety. A te p**s samice uważają się za piękności. Kempa tobie bliżej do samicy orangutana niż do pięknej polki. Włosy umyj menelu
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Rozmarzyła się ptaszyna...
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Każdy, nawet ona, ma prawo do marzeń.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane