Reklama
Polityka

Polska polityka od strony logo. Serce puste, PiS(s), koniczyna i plus na rozwój

Polskie partie można oceniać po programach, liderach i głosowaniach. Można też zrobić coś znacznie przyjemniejszego i popatrzeć na ich nazwy oraz logotypy. Bo kiedy odrzucimy całą powagę demokracji parlamentarnej, okazuje się, że mamy serduszko, ptaszka, koniczynkę, koronę, tajemniczy rok 2050 i partię, która już w nazwie obiecuje nam plus. Brakuje właściwie tylko naklejki „NOWOŚĆ, 30% GRATIS”.

Polska polityka od strony logo. Serce puste, PiS(s), koniczyna i plus na rozwój
Redakcja Łowca
Zacznijmy od Koalicji Obywatelskiej, która postawiła na serce. Piękny symbol. Miłość, ciepło, bliskość, troska o drugiego człowieka. Problem w tym, że serduszko jest w środku puste, co przeciwnikom politycznym właściwie podaje żart na srebrnej tacy. Grafik zostawił miejsce na program? Na kolejne sto konkretów? A może to rozwiązanie praktyczne: każdy wyborca może sobie sam wpisać do środka to, czego akurat oczekuje. Emeryt dopisze emeryturę, przedsiębiorca niższe podatki, młody mieszkanie, a po wyborach serduszko znowu można wyczyścić i jest jak nowe.
Prawo i Sprawiedliwość ma z kolei skrót PiS. I tu satyryk właściwie może iść na kawę, bo język polski wykonał robotę za niego. PiS brzmi jak „peace”, czyli pokój, tylko napisany przez człowieka, który angielskiego uczył się z instrukcji magnetowidu. Jeszcze piękniej robi się po dodaniu jednego „s”: PiS(s). I nagle zamiast poważnej partii państwowej mamy dźwięk uchodzący z człowieka, któremu właśnie ktoś przebił polityczny balonik. Nad wszystkim góruje orzeł, bo wiadomo, że jak już się kłócić o każdą instytucję w państwie, to przynajmniej pod godnym ptakiem.
Konfederacja ma nazwę, która brzmi jak coś, co powinno odbywać się w wielkiej sali przy świecach. „Zwołuję Konfederację!”. Człowiek odruchowo szuka szabli, kontusza i konia przywiązanego przed Żabką. Tymczasem dostaje partię, której pełna nazwa, Konfederacja Wolność i Niepodległość, brzmi już jak pakiet premium: wolność jest, niepodległość jest, jeszcze tylko grill, niskie podatki i dostawa paczkomatem gratis. Sam skrót KWiN wygląda natomiast trochę jak nazwa firmy produkującej okna: KWiN, wolność zaczyna się od dobrego profilu sześciokomorowego.
PSL jest przy tym cudownie odporne na czas. Polskie Stronnictwo Ludowe. Nazwa tak solidna, że można nią podeprzeć stodołę. A obok koniczynka, która wygląda niewinnie, ale przetrwała więcej politycznych zim niż niejeden premier. PSL jest trochę jak wujek na weselu, którego nikt specjalnie nie zapraszał do prowadzenia imprezy, ale o drugiej w nocy okazuje się, że zna orkiestrę, właściciela sali, kierowcę autobusu i może załatwić agregat. Inni wchodzą do polityki z rewolucją. PSL wchodzi z pytaniem: „A z kim trzeba się dogadać?”.
Razem ma chyba najbardziej optymistyczną nazwę w całym zestawie. RAZEM. Tylko że historia polskiej lewicy sprawia, iż człowiek automatycznie chce zapytać: razem z kim i do kiedy? To trochę jak nazwanie rodzinnej grupy na WhatsAppie „Kochająca się rodzinka” pięć minut przed awanturą o spadek po babci. Razem jest krótkie, ciepłe i wspólnotowe. Jeszcze zabawniej wygląda w polityce, gdzie podstawową jednostką czasu jest okres pomiędzy „musimy się zjednoczyć” a „w tych warunkach dalsza współpraca nie jest możliwa”.
Obok mamy Nową Lewicę. „Nowa” to jedno z najpiękniejszych słów marketingowych świata. Nowy proszek. Nowa receptura. Nowa Lewica. Człowiek ogląda opakowanie i zastanawia się, co konkretnie zmieniono. Więcej lewicy w lewicy? Mniej starej lewicy? Formuła 2.0, teraz skuteczniej usuwa prawicę już w 30 stopniach? Sama nazwa jest bezpieczna, bo „nowa” nie mówi właściwie nic, a zawsze brzmi lepiej niż „Lewica po kilku reorganizacjach, zmianach szyldu i paru awanturach personalnych”.
A potem wchodzi Konfederacja Korony Polskiej. I tutaj kończy się zwykłe nazewnictwo, zaczyna ekran wyboru frakcji w grze strategicznej. Korona, tarcza, złoto, czerwień. Brakuje tylko napisu: „Poziom trudności: średniowiecze”. Sam skrót KKP brzmi jeszcze urzędowo, ale „Korona” robi robotę. Pozostałe partie mają przewodniczących, posłów i zarządy. Przy Koronie człowiek podświadomie spodziewa się kasztelana, podczaszego i komunikatu, że obrady rozpoczną się po nieszporach. Gdyby polską politykę sprzedawano jako grę komputerową, tę frakcję wybierałby kolega, który przez pierwsze dwie godziny czyta opis każdej jednostki, a potem wypowiada wojnę połowie mapy.
Polska 2050 to z kolei fenomen, bo jako jedna z niewielu partii ma w nazwie termin przydatności. Kiedy powstawała, rok 2050 brzmiał jak przyszłość: samochody bez kierowców, sztuczna inteligencja, miasta przyszłości, może człowiek na Marsie. Teraz kalendarz nieubłaganie zjada tę przewagę. Za kilka lat nazwa będzie brzmiała mniej jak wizja, a bardziej jak data odbioru mieszkania od dewelopera. „Polska 2050? Panie, miało być wcześniej, ale wykonawca zszedł z budowy”. Największy problem pojawi się oczywiście w 2051 roku. Wtedy partia będzie mogła albo zmienić nazwę, albo przejść do działu „Archiwum”.
Na koniec świeżynka: Rozwój+. Tutaj naprawdę trzeba docenić odwagę. Nazwać ugrupowanie „Rozwój” to jak nazwać restaurację „Smaczne Jedzenie”, siłownię „Duże Mięśnie” albo portal randkowy „Będzie Miłość”. Ale ktoś uznał, że sam rozwój to za mało i dostawił PLUS. Czyli nie zwykły rozwój. Rozwój lepszy. Rozwój powiększony. Rozwój z pakietem sportowym i HBO. Nie wiem, co będzie następne, jeśli projekt się rozrośnie. Rozwój Pro? Rozwój Max? Rozwój+ Premium Family bez reklam?
I właściwie nasze partyjne szyldy całkiem dobrze podsumowują polską politykę. Jedni dają nam serce, drudzy prawo i sprawiedliwość, kolejni wolność, niepodległość, ludowość, bycie razem, nowość, koronę, przyszłość albo rozwój z plusem. Wszystko już w nazwach wygląda znakomicie. Gdyby jeszcze od samego nazwania rzeczy robiła się ona prawdziwa, mielibyśmy kraj ludzi kochających się, wolnych, sprawiedliwych, zgodnych, rozwiniętych i gotowych na rok 2050.
Niestety polityka działa trochę inaczej. I na tym polega nasza wspólna wiocha: od trzydziestu lat zmieniamy szyldy, kolory, serduszka, ptaki, koniczyny i plusy, a potem siadamy przed telewizorem i z pełną powagą kłócimy się, czyje logo najlepiej uratuje Polskę.
Tagi: #sejm #humor polityczny #satyra polityczna #partie polityczne
Reklama

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Reklama