Brzmi jak zadanie z wyjątkowo złośliwej gry strategicznej: żeby odblokować asfalt, najpierw zbuduj sedes.
Dziury w drodze? Proszę dostarczyć budynek
Radio Zachód opisało ten mechanizm we wrześniu 2025 roku. Gmina mogła zwiększyć szanse na dotację, wykazując przy drodze budynek użyteczności publicznej. Odpowiedniego obiektu nie było, więc postawiono toaletę za pieniądze z gminnego budżetu. Dofinansowanie udało się zdobyć, drogę wyremontowano.
Ważny szczegół: chodziło o dodatkowe punkty w konkursie, a nie o jakiś ogólnopolski nakaz stawiania kibla przy każdej remontowanej drodze. W wyjaśnieniach udzielonych Interii w kwietniu 2026 roku przedstawiciel gminy wskazywał, że uzyskano 1,3 mln zł dofinansowania, i deklarował, że przy ponownej decyzji „postąpilibyśmy identycznie”.
To jest argument, którego nie można zamieść pod dywan: mieszkańcy rzeczywiście dostali drogę. Nie oglądamy historii o inwestycji, po której zostało wyłącznie zdjęcie do gazetki.
Tylko dlaczego w tym konkursie sedes okazał się tak przydatnym argumentem za asfaltem?
Użyteczność publiczna. Prosimy nie używać
Najlepsze, a właściwie najgorsze, dopiero przed nami. We wrześniu 2025 roku Polskie Radio opisywało toaletę jako zamkniętą i niedostępną dla mieszkańców. Budynek był. Swoją rolę przy zdobywaniu dotacji odegrał. Skorzystanie z niego pozostawało jednak poza zasięgiem zainteresowanych.
Użyteczność publiczna w wersji demonstracyjnej: można popatrzeć, pełna funkcjonalność niedostępna.
I właśnie tutaj opowieść o samorządowej zaradności zaczyna zgrzytać. Można bronić pomysłu zdobywania punktów dla potrzebnej drogi. Dużo trudniej bronić sytuacji, w której zbudowany za publiczne pieniądze obiekt nie służy potem ludziom. To już nie jest problem samego regulaminu konkursu.
Ale nie dokładajmy własnej ściemy do prawdziwego absurdu. Nie należy przedstawiać toalety jako nadal zamkniętej. Reportaż Interii z 28 kwietnia 2026 roku informował, że udostępniono ją w październiku 2025 roku, po zainteresowaniu dziennikarzy. Reporterka opisała też działające wejście za złotówkę.
Najwyraźniej reporterski mikrofon bywa skutecznym kluczem do publicznego kibla.
Najpierw punkty, potem szukanie miejsca
W kwietniu 2026 roku przedstawiciel gminy zapowiadał również przeprowadzkę toalety po zakończeniu wymaganego umową okresu, sięgającego 2027 roku. Rozważano okolice cmentarza albo ruin klasztoru w Otyniu. To zapowiedź, nie potwierdzenie wykonanej przeprowadzki.
Czyli nawet lokalizacja docelowa dostała własny termin. Potrzeby fizjologiczne powinny uprzejmie dostosować harmonogram.
Sprawa trafiła do „Czarnej Księgi wydatków publicznych” WEI, edycja 2026, jako przykład inwestycji zakwalifikowanej przez autorów do kategorii „Totalny absurd”.
Tyle że najłatwiejszy komentarz - „haha, wieś postawiła kibel” - jest również najgłupszy.
Publiczna toaleta na wsi nie musi być absurdem. Nie każdy przechodzący drogą człowiek mieszka za najbliższym płotem. Rowerzysta, turysta czy spacerowicz też ma prawo potrzebować czegoś więcej niż krzaka. Sensownie ustawiony, dostępny i utrzymany szalet można normalnie obronić.
Nie trzeba też oskarżać kogokolwiek o kradzież, żeby zadawać niewygodne pytania. Dlaczego wybrano tę lokalizację? Dlaczego obiekt pozostawał niedostępny? Czy podobną korzyść dla drogi można było uzyskać bez budowania dodatku, którego przydatność trzeba następnie tłumaczyć?
Bo w tej historii nie najbardziej oburza sam sedes ani nawet jego cena. Oburza odwrócona kolejność: najpierw przydatność w konkursie, później przydatność dla człowieka.
Kibel powinien obsługiwać ludzi. Nie punktację.