Bianka Chajzer urodziła się 10 lutego 2006 roku. Tak wynika z dokumentu, który pokazała podczas podcastu nagrywanego z Filipem Chajzerem. Czyli na dziś ma 20 lat, a gdy 19 września brała ślub, również była już dwudziestolatką. W normalnym świecie w tym miejscu temat powinien się skończyć. Jest data, jest dokument, wszyscy wracają do swoich zajęć. Tylko że wcześniej Internet zdążył już przeprowadzić własne postępowanie, powołać biegłych z komentarzy i ustalić kilka konkurencyjnych wersji rzeczywistości.
Zamieszanie wzięło się oczywiście z dużej różnicy wieku między małżonkami. Filipa i Biankę Chajzerów dzielą 22 lata, więc temat szybko zaczął żyć własnym życiem. Po ich wspólnych wystąpieniach część internautów komentowała również, że para sprawia wrażenie, jakby słabo się znała. Bianka odpierała te zarzuty, tłumacząc, że dobrze zna męża, a rozmowę przed kamerą próbowali po prostu poprowadzić tak, żeby zainteresowała odbiorców.
Potem zaczęła się jednak zabawa w ustalanie metryki. W sieci krążyły różne informacje dotyczące jej wieku, pojawiły się też twierdzenia, że w chwili ślubu mogła mieć 19 lat. Jeszcze dalej szły sugestie, jakoby była niepełnoletnia. I tu dochodzimy do tego momentu historii, przy którym człowiek zaczyna się zastanawiać, kiedy dokładnie plotka przestaje być niewinnym "ciekawe, ile ona ma lat", a zaczyna przypominać społeczne dochodzenie prowadzone przez ludzi, którzy na oczy nie widzieli ani aktu urodzenia, ani dowodu, ani nawet zainteresowanej poza ekranem telefonu.
Co ciekawe, Filip Chajzer przyznał w podcaście, że medialne zamieszanie zadziałało również na niego. Kiedy dyskusja o wieku żony zrobiła się głośna, sam zajrzał do jej dowodu i, jak opowiadał, poczuł ulgę. Brzmi trochę jak scena z komedii: człowiek jest żonaty,Internet zaczyna mu tłumaczyć, ile lat ma jego własna żona, więc w końcu idzie sprawdzić dokument. Jeszcze chwila i przy kolejnej aferze trzeba będzie zamawiać odpis aktu urodzenia, dwóch świadków oraz panią z urzędu, która przed kamerą potwierdzi: tak, zgadza się, ta osoba naprawdę istnieje.
Bianka postanowiła więc uciąć spekulacje i pokazała skan dowodu. Na dokumencie widnieje data 10 lutego 2006 roku oraz jej panieńskie nazwisko. Sprawa wieku jest zatem dość prosta. Można oczywiście dyskutować o 22 latach różnicy, można uważać taki związek za dziwny albo zupełnie normalny. Dwoje pełnoletnich ludzi ma jednak pewną irytującą dla Internetu właściwość: nie potrzebuje zgody sekcji komentarzy na zawarcie małżeństwa.
Najbardziej osobliwe jest coś innego. Jeszcze niedawno człowiek pokazywał dowód policjantowi, urzędnikowi albo pani w sklepie, gdy kupował coś przeznaczonego dla pełnoletnich. Dzisiaj dokument tożsamości może być finałem internetowej afery obyczajowej, bo tłum domaga się dowodu, że właścicielka swojej własnej daty urodzenia zna ją lepiej od anonimowych detektywów.
Zamieszanie wzięło się oczywiście z dużej różnicy wieku między małżonkami. Filipa i Biankę Chajzerów dzielą 22 lata, więc temat szybko zaczął żyć własnym życiem. Po ich wspólnych wystąpieniach część internautów komentowała również, że para sprawia wrażenie, jakby słabo się znała. Bianka odpierała te zarzuty, tłumacząc, że dobrze zna męża, a rozmowę przed kamerą próbowali po prostu poprowadzić tak, żeby zainteresowała odbiorców.
Potem zaczęła się jednak zabawa w ustalanie metryki. W sieci krążyły różne informacje dotyczące jej wieku, pojawiły się też twierdzenia, że w chwili ślubu mogła mieć 19 lat. Jeszcze dalej szły sugestie, jakoby była niepełnoletnia. I tu dochodzimy do tego momentu historii, przy którym człowiek zaczyna się zastanawiać, kiedy dokładnie plotka przestaje być niewinnym "ciekawe, ile ona ma lat", a zaczyna przypominać społeczne dochodzenie prowadzone przez ludzi, którzy na oczy nie widzieli ani aktu urodzenia, ani dowodu, ani nawet zainteresowanej poza ekranem telefonu.
Co ciekawe, Filip Chajzer przyznał w podcaście, że medialne zamieszanie zadziałało również na niego. Kiedy dyskusja o wieku żony zrobiła się głośna, sam zajrzał do jej dowodu i, jak opowiadał, poczuł ulgę. Brzmi trochę jak scena z komedii: człowiek jest żonaty,Internet zaczyna mu tłumaczyć, ile lat ma jego własna żona, więc w końcu idzie sprawdzić dokument. Jeszcze chwila i przy kolejnej aferze trzeba będzie zamawiać odpis aktu urodzenia, dwóch świadków oraz panią z urzędu, która przed kamerą potwierdzi: tak, zgadza się, ta osoba naprawdę istnieje.
Bianka postanowiła więc uciąć spekulacje i pokazała skan dowodu. Na dokumencie widnieje data 10 lutego 2006 roku oraz jej panieńskie nazwisko. Sprawa wieku jest zatem dość prosta. Można oczywiście dyskutować o 22 latach różnicy, można uważać taki związek za dziwny albo zupełnie normalny. Dwoje pełnoletnich ludzi ma jednak pewną irytującą dla Internetu właściwość: nie potrzebuje zgody sekcji komentarzy na zawarcie małżeństwa.
Najbardziej osobliwe jest coś innego. Jeszcze niedawno człowiek pokazywał dowód policjantowi, urzędnikowi albo pani w sklepie, gdy kupował coś przeznaczonego dla pełnoletnich. Dzisiaj dokument tożsamości może być finałem internetowej afery obyczajowej, bo tłum domaga się dowodu, że właścicielka swojej własnej daty urodzenia zna ją lepiej od anonimowych detektywów.