Jedna sprawa to bydlaki, które z powszechnej nieznajomości przepisów (nawet dziennikarz twierdzi, że jest "na drodze głównej" miast powiedzieć że po prostu "nadjeżdża z prawej na skrzyżowaniu równorzędnym" - słowem, co za palant) uczyniły sobie źródło dochodu, narażając przy tym zdrowie i życie innych.
Ale najgorszą wiochą jest jednak zupełny brak znajomości przepisów.
Mieszkam na osiedlu, gdzie większość skrzyżowań jest równorzędna... ale mimo wszystko już kilka razy z mo**ą na mnie "znawcy przepisów" wyskakiwali, jak ich strąbiłem po ewidentnych wymuszeniach
Jedna sprawa to bydlaki, które z powszechnej nieznajomości przepisów (nawet dziennikarz twierdzi, że jest "na drodze głównej" miast powiedzieć że po prostu "nadjeżdża z prawej na skrzyżowaniu równorzędnym" - słowem, co za palant) uczyniły sobie źródło dochodu, narażając przy tym zdrowie i życie innych. Ale najgorszą wiochą jest jednak zupełny brak znajomości przepisów. Mieszkam na osiedlu, gdzie większość skrzyżowań jest równorzędna... ale mimo wszystko już kilka razy z mo**ą na mnie "znawcy przepisów" wyskakiwali, jak ich strąbiłem po ewidentnych wymuszeniach