Czyli pisdzielstwo najpierw włamało się do telefonu, a następnie udostępniło tę dane narodowej gadzinówce, a dane sfałszowano. Pisdzielstwo w całej okazałości!
Kradną na tak niespotykaną potęgę, że nie mogę wyjść z podziwu, że ELEKTORATOWI dalej to nie przeszkadza. Przecież pobłażliwość pt. "kradno, ale sie dzielo" ma chyba jakieś granice?
Chyba raczej konia do kawalerii w 1945.