Ci którzy trzymali rodzinę razem, też kiedyś byli młodzito, że trafili do ziemi, to naturalna kolej rzeczy. Problem w tym, że następców nie ma, bo każdy ma gdzieś.
Kiedyś jeździłem z pewnym kierowcą, który za komuny woził dary. Pomijając to, że ich rozdział to był zwykły rabunek, to jeszcze wspominał, że najlepsze bzykanie miał w klasztorze, kiedy musieli zostać na weekend ( kwestia rozładunku). Czyli zwykły, sekciarski burdel. 8)
Obleśny stary zwyrol...