Szymon Nyczke, czyli Książulo, nie jest inspektorem Michelin, zawodowym krytykiem kulinarnym ani szefem kuchni. Sam zresztą nie próbuje się za takiego przedstawiać. Jeździ po Polsce, zamawia jedzenie i mówi widzom, czy mu smakuje. Tyle że jego zdanie potrafi dziś dla właściciela niewielkiej restauracji oznaczać coś bardzo konkretnego: kolejkę przed drzwiami.
Fenomen zauważył również Pascal Brodnicki. Kucharz, który w 15. edycji „MasterChefa” dołączył do stałego składu jury, został w rozmowie z Telemagazynem zapytany właśnie o siłę Książula i o to, czy jego słynna naklejka MUALA może mieć dla restauracji większe znaczenie niż gwiazdka Michelin.
Samo zestawienie obu wyróżnień dobrze pokazuje, jak zmieniła się gastronomia. Michelin to rozbudowany system ocen z ponad stuletnią historią, za którym stoją anonimowi inspektorzy i określone standardy. „MUALA” jest prywatnym werdyktem jednego youtubera. Nie ma regulaminu ani komisji. Ma za to coś, czego tradycyjnym przewodnikom trudno dziś dorównać — natychmiastowy dostęp do ogromnej internetowej publiczności.
Skutki widać w praktyce. Po pozytywnych materiałach Książula lokale bywają oblegane przez klientów. Po przyznaniu „podwójnego MUALA” Stołówce Gdańskiej kolejka ustawiła się jeszcze przed otwarciem.
Jeszcze ciekawiej zrobiło się we Wrocławiu. Książulo odwiedził niedawno restaurację BABA Beaty Śniechowskiej, posiadającą gwiazdkę Michelin. Wydał z ekipą około 1600 zł, bardzo wysoko ocenił większość dań, a na koniec przyznał lokalowi "MUALA". Śniechowska przez telefon bez wahania zgodziła się na naklejenie wyróżnienia. „Możesz na Michelina” — żartowała.
To oczywiście nie oznacza, że pomarańczowa naklejka zastąpiła Michelin. Są to dwa zupełnie różne światy. Gwiazdka pozostaje jednym z najważniejszych zawodowych wyróżnień w gastronomii. "MUALA" pokazuje jednak coś innego: jak bardzo zmienił się sposób, w jaki ludzie wybierają miejsca do jedzenia.
Kiedyś restaurację odkrywało się z przewodnika albo recenzji krytyka. Dziś wystarczy kilkudziesięciominutowy film faceta, który przychodzi w bluzie, zamawia pół karty i mówi: „to jest dobre”. Dzień później przed lokalem może już stać pół miasta.
Chyba właśnie na tym polega fenomen Książula. Michelin daje prestiż. Książulo potrafi dać kolejkę.