Przez takie przeręble na lodzie to ja za dziecka nie właziłem na ten lód. A za Komuny to było normalne ze sie dzieci bawą na stablnym lodzie. Wtedy to nic dziwnego gdy na osiedlowym jeziorze chodziło 100 dzieci. I nikt nie utonął. A dziś jedno dziecko wejdzie na lód i od razu się utopii. Co jest nie tak z tymi dziećmi dziś ze nie umieją ocenić grubości lodu?
Zdaża się, że biologiczny ojciec bardzo się interesuje, lecz ich matka stara się ograniczyć to zainteresowanie do minimum. Nie mam namyśli zainteresowania dzieckiem typu kleropedo.
Popier*olenie ostateczne