Reklama

Światłowód 1 Gb/s, a film buforuje. Co naprawdę spowalnia Internet w domu?

przez Redakcja — 2 godziny temu
Pakiet „1 Gb/s” nie oznacza, że każdy telefon, telewizor i laptop dostanie po gigabicie w najdalszym kącie mieszkania. To maksymalna przepustowość łącza dochodzącego do domowej sieci, a nie magiczna aura rozchodząca się przez ściany. Dalej liczą się router, Wi-Fi, odległość, urządzenie i to, co akurat robi reszta domowników.
Światłowód 1 Gb/s, a film buforuje. Co naprawdę spowalnia Internet w domu?
Zresztą, sam film nie potrzebuje gigabita. 1 Gb/s to 1000 megabitów na sekundę, czyli teoretycznie około 125 megabajtów na sekundę przy pobieraniu pliku. Netflix zaleca obecnie stabilne 15 Mb/s do obrazu 4K. Jeśli więc przy łączu gigabitowym kręci się kółko, zwykle nie brakuje „mocy”. Problemem jest to, że dane docierają nierówno, gubią się po drodze albo zatrzymują.

Najczęściej jest to kwestia Wi-Fi. Router stojący na podłodze, schowany w szafce, wciśnięty za telewizor albo ustawiony na końcu mieszkania ma mniej więcej takie warunki pracy jak didżej zamknięty w piwnicy: niby gra, ale na górze słychać głównie bas i trzaski. Ściany, stropy, metal, sąsiednie sieci, urządzenia Bluetooth, a nawet część sprzętów domowych potrafią osłabić lub zakłócić sygnał. Router lepiej ustawić możliwie centralnie, wyżej i na otwartej przestrzeni.

Znaczenie ma też pasmo. Wi-Fi 2,4 GHz dociera dalej i lepiej radzi sobie ze ścianami, ale jest wolniejsze i bardziej zatłoczone. Pasmo 5 GHz zwykle daje wyższą prędkość i mniej zakłóceń, lecz szybciej słabnie wraz z odległością, czyli 2,4 GHz jest jak autobus zatrzymujący się wszędzie, a 5 GHz jak ekspres, który świetnie jedzie, dopóki trasa nie prowadzi przez trzy żelbetowe ściany.

Potem jest kwestia samego urządzenie. Stary telewizor może mieć słaby moduł Wi-Fi, niedopracowaną aplikację, mało pamięci albo dawno nieaktualizowany system. Nawet port sieciowy ograniczony do 100 Mb/s nie musi być winowajcą — to wciąż wielokrotnie więcej niż potrzeba do typowego streamingu 4K. Jeśli problem występuje tylko w jednej aplikacji albo tylko na jednym sprzęcie, operator Internetu jest raczej dalszym podejrzanym, nie pierwszym.

Do tego dochodzi ruch w tle. Konsola pobiera aktualizację, komputer wysyła zdjęcia do chmury, telefon robi kopię zapasową, a ktoś w drugim pokoju prowadzi wideorozmowę. Łącze może mieć duży zapas, ale domowe Wi-Fi jest wspólnym medium. Wszystkie urządzenia próbują mówić przez radio, czasem jednocześnie. Wynik? Test prędkości pokazuje imponującą liczbę, a film co kilka minut robi pauzę dramatyczną, której reżyser nie planował.

Osobny rozdział to wzmacniacze sygnału. Urządzenie ustawione tam, gdzie Wi-Fi już ledwo zipie, nie wyczaruje dobrego połączenia. Będzie po prostu bardzo sumiennie powtarzać słaby sygnał. Także więcej punktów mesh nie zawsze znaczy lepiej — ustawione zbyt gęsto mogą zwiększyć zakłócenia i tłok.

Jak znaleźć winnego bez kupowania od razu nowego routera, abonamentu 2 Gb/s i anteny wyglądającej jak element stacji kosmicznej? Najpierw uruchom test na urządzeniu, na którym film buforuje, dokładnie w miejscu, gdzie zwykle z niego korzystasz. Potem powtórz próbę blisko routera, najlepiej w paśmie 5 GHz. Na końcu podłącz komputer z kartą gigabitową kablem do routera, wyłącz VPN i wstrzymaj większe transfery na innych urządzeniach. Taki pomiar lepiej oddziela jakość łącza operatora od jakości domowego Wi-Fi; również narzędzia pomiarowe zalecają test po kablu i przy ograniczonym ruchu w sieci.

Jeśli po kablu jest dobrze, a bezprzewodowo źle, nie ma sensu wykłócać się ze światłowodem. Trzeba poprawić położenie routera, zmienić pasmo lub kanał, zaktualizować oprogramowanie, a w większym domu rozważyć sensownie rozmieszczony system mesh albo dodatkowy punkt dostępowy podłączony przewodem. Jeśli źle jest także po kablu, na kilku urządzeniach i o różnych porach, wtedy warto zebrać wyniki, sprawdzić parametry zapisane w umowie i zgłosić problem operatorowi.

Prawdziwa wiocha zaczyna się wtedy, gdy odpowiedzią na każde buforujące wideo ma być droższy pakiet. Gigabit nie naprawi routera schowanego za lodówką ani telewizora, który ledwo pamięta własne menu.

Najprostsza zasada do zapamiętania: najpierw sprawdź kabel, potem popraw Wi-Fi, dopiero na końcu kupuj większą prędkość.
0

Zglos post

Reklama

Komentarze

0

Brak komentarzy. Badz pierwszy!

Reklama