Na oficjalnych profilach TVN w mediach społecznościowych pojawiła się plansza z przeprosinami. Nadawca przyznał, że rozpowszechniał niepotwierdzone informacje, według których Vogule Poland miało stale łamać prawa autorskie, przyczyniać się do szerzenia nienawiści i promować hejt. W komunikacie zaznaczono również wprost, że został on opublikowany na skutek przegranego procesu sądowego.
TVN zamieścił też osobny, mniej urzędowy wpis. Stacja oświadczyła, że szanuje wyrok, chce zakończyć wieloletni konflikt i „po prostu” przeprasza. Nadawca podkreślił znaczenie twórców internetowych we współczesnej kulturze, a na końcu zaprosił przedstawicieli Vogule Poland na kawę i zaproponował otwarcie nowego rozdziału. Po ośmiu latach procesów propozycja spotkania przy filiżance brzmi jak dość oszczędne podsumowanie całej historii, ale od czegoś trzeba zacząć.
Konflikt rozpoczął się w 2018 roku. Patryk Chilewicz i Adam „Madam” Mączewski publikowali w relacjach na Instagramie krótkie materiały, w których pokazywali fragmenty programów TVN odtwarzanych na ekranie telewizora i dodawali do nich własne, satyryczne komentarze. Dotyczyło to między innymi „Kuchennych rewolucji” i „Projektu Lady”.
Stacja uznała, że twórcy bezprawnie wykorzystują jej materiały. Doprowadziła do zablokowania ich ówczesnego konta na Instagramie, a w publicznym oświadczeniu określiła działalność Vogule Poland jako hejterską i zarzuciła jej twórcom, że „pasożytują” na treściach TVN, aby budować własne zasięgi i zarabiać. Spór szybko przeniósł się z internetu na salę sądową. TVN wystąpił przeciwko twórcom, a Vogule Poland odpowiedziało pozwem wzajemnym dotyczącym naruszenia dóbr osobistych.
Droga do ostatecznego rozstrzygnięcia była długa. Sąd pierwszej instancji częściowo podzielił argumenty Vogule Poland, jednak później wyrok został zmieniony przez sąd apelacyjny. Sprawa trafiła następnie do Sądu Najwyższego, który w styczniu 2025 roku uznał, że wcześniejsza analiza wypowiedzi TVN była niewystarczająca. Część rozstrzygnięcia uchylono, a sprawę przekazano do ponownego rozpoznania.
Prawomocny wyrok zapadł 24 czerwca 2026 roku. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że TVN bezprawnie naruszył dobra osobiste Vogule Poland, przedstawiając niepotwierdzone zarzuty jako stwierdzone fakty. Stacja została zobowiązana do opublikowania przeprosin oraz zwrotu kosztów procesu.
Wyrok nie oznacza jednak, że każdy internetowy twórca może bez ograniczeń wykorzystywać fragmenty programów telewizyjnych. Sąd w tym postępowaniu oceniał przede wszystkim publiczne oświadczenie TVN i to, czy nadawca miał wystarczające podstawy, aby oskarżać Vogule Poland o ciągłe naruszanie praw autorskich, promowanie hejtu i rozpowszechnianie nienawiści.
Według Wirtualnych Mediów stacja miała opublikować przeprosiny w ciągu 14 dni, jednak wpisy pojawiły się blisko trzy tygodnie po upływie tego terminu. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku twórcy uruchomili nawet „Licznik Wstydu TVN”, który odmierzał czas zwłoki. Nadawca tłumaczył, że pisemne uzasadnienie wyroku otrzymał dopiero kilka dni przed publikacją oświadczenia. Nie było natomiast wiadomo, czy TVN zwrócił już zasądzone koszty postępowania.
W internecie jedna afera potrafi zostać zapomniana po kilku kolejnych przesunięciach ekranu. Ta przetrwała osiem lat, kilka instancji i wizytę w Sądzie Najwyższym. Ostatecznie zakończyła się publicznymi przeprosinami, zaproszeniem na kawę i przypomnieniem, że nawet największa medialna marka powinna mieć dowody, zanim przedstawi poważne oskarżenia jako fakty.
TVN zamieścił też osobny, mniej urzędowy wpis. Stacja oświadczyła, że szanuje wyrok, chce zakończyć wieloletni konflikt i „po prostu” przeprasza. Nadawca podkreślił znaczenie twórców internetowych we współczesnej kulturze, a na końcu zaprosił przedstawicieli Vogule Poland na kawę i zaproponował otwarcie nowego rozdziału. Po ośmiu latach procesów propozycja spotkania przy filiżance brzmi jak dość oszczędne podsumowanie całej historii, ale od czegoś trzeba zacząć.
Konflikt rozpoczął się w 2018 roku. Patryk Chilewicz i Adam „Madam” Mączewski publikowali w relacjach na Instagramie krótkie materiały, w których pokazywali fragmenty programów TVN odtwarzanych na ekranie telewizora i dodawali do nich własne, satyryczne komentarze. Dotyczyło to między innymi „Kuchennych rewolucji” i „Projektu Lady”.
Stacja uznała, że twórcy bezprawnie wykorzystują jej materiały. Doprowadziła do zablokowania ich ówczesnego konta na Instagramie, a w publicznym oświadczeniu określiła działalność Vogule Poland jako hejterską i zarzuciła jej twórcom, że „pasożytują” na treściach TVN, aby budować własne zasięgi i zarabiać. Spór szybko przeniósł się z internetu na salę sądową. TVN wystąpił przeciwko twórcom, a Vogule Poland odpowiedziało pozwem wzajemnym dotyczącym naruszenia dóbr osobistych.
Droga do ostatecznego rozstrzygnięcia była długa. Sąd pierwszej instancji częściowo podzielił argumenty Vogule Poland, jednak później wyrok został zmieniony przez sąd apelacyjny. Sprawa trafiła następnie do Sądu Najwyższego, który w styczniu 2025 roku uznał, że wcześniejsza analiza wypowiedzi TVN była niewystarczająca. Część rozstrzygnięcia uchylono, a sprawę przekazano do ponownego rozpoznania.
Prawomocny wyrok zapadł 24 czerwca 2026 roku. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że TVN bezprawnie naruszył dobra osobiste Vogule Poland, przedstawiając niepotwierdzone zarzuty jako stwierdzone fakty. Stacja została zobowiązana do opublikowania przeprosin oraz zwrotu kosztów procesu.
Wyrok nie oznacza jednak, że każdy internetowy twórca może bez ograniczeń wykorzystywać fragmenty programów telewizyjnych. Sąd w tym postępowaniu oceniał przede wszystkim publiczne oświadczenie TVN i to, czy nadawca miał wystarczające podstawy, aby oskarżać Vogule Poland o ciągłe naruszanie praw autorskich, promowanie hejtu i rozpowszechnianie nienawiści.
Według Wirtualnych Mediów stacja miała opublikować przeprosiny w ciągu 14 dni, jednak wpisy pojawiły się blisko trzy tygodnie po upływie tego terminu. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku twórcy uruchomili nawet „Licznik Wstydu TVN”, który odmierzał czas zwłoki. Nadawca tłumaczył, że pisemne uzasadnienie wyroku otrzymał dopiero kilka dni przed publikacją oświadczenia. Nie było natomiast wiadomo, czy TVN zwrócił już zasądzone koszty postępowania.
W internecie jedna afera potrafi zostać zapomniana po kilku kolejnych przesunięciach ekranu. Ta przetrwała osiem lat, kilka instancji i wizytę w Sądzie Najwyższym. Ostatecznie zakończyła się publicznymi przeprosinami, zaproszeniem na kawę i przypomnieniem, że nawet największa medialna marka powinna mieć dowody, zanim przedstawi poważne oskarżenia jako fakty.