Największe straty rzadko wynikają z jednej fatalnej transakcji. Częściej są sumą drobnych błędów powtarzanych przez cały rok: dodatkowych kilkunastu złotych za przesyłkę, niepotrzebnego większego opakowania, produktu kupionego pod wpływem promocji albo zamówienia złożonego bez sprawdzenia ceny w innym sklepie.
1. Kupujemy w pierwszym sklepie, który pojawi się w wyszukiwarce
Znalezienie produktu zajmuje kilka sekund, więc naturalnym odruchem jest przejście do pierwszej sensownie wyglądającej oferty. Problem w tym, że ten sam model telefonu, ekspresu, butów czy perfum może kosztować w dwóch sklepach zupełnie inaczej.
Różnica nie zawsze wynosi kilka złotych. Przy elektronice, sprzęcie AGD czy droższych kosmetykach może sięgać kilkudziesięciu, a czasem kilkuset złotych.
Porównując oferty, dobrze patrzeć nie tylko na cenę produktu. Znaczenie mają również koszt dostawy, termin wysyłki, warunki zwrotu oraz ewentualne dodatkowe usługi. Sklep z ceną niższą o 20 zł może przestać być najtańszy, kiedy doliczymy przesyłkę za 25 zł.
Nie trzeba analizować kilkunastu stron. Czasami sprawdzenie dwóch lub trzech konkurencyjnych ofert wystarczy, żeby przekonać się, czy cena rzeczywiście jest atrakcyjna.
2. Widzimy procent rabatu, ale nie sprawdzamy ceny końcowej
„-40%” wygląda znacznie bardziej przekonująco niż zwykła informacja o cenie.
Sam procent obniżki nie mówi jednak, czy mamy do czynienia z dobrą ofertą. Produkt przeceniony z wysokiej ceny wyjściowej nadal może być droższy niż w konkurencyjnym sklepie bez żadnego czerwonego napisu „PROMOCJA”.
Dlatego podczas zakupów lepiej ignorować przez chwilę wysokość deklarowanego rabatu i skupić się na kwocie, którą rzeczywiście trzeba zapłacić.
Dobrym przykładem są ubrania. Bluza przeceniona z 399 na 249 zł może wyglądać jak okazja, ale w innym sklepie podobny model może kosztować 199 zł bez żadnej promocji.
Rabaty są przydatne. Problem zaczyna się wtedy, gdy sam fakt obniżki staje się ważniejszy niż wartość produktu.
3. Dokładamy rzeczy do koszyka tylko po to, żeby dostać darmową dostawę
Brakuje 18 zł do bezpłatnej wysyłki. Co robimy?
Bardzo często zaczynamy szukać czegoś, co można dorzucić do zamówienia.
Po kilku minutach w koszyku pojawia się produkt za 29 zł, którego wcześniej w ogóle nie planowaliśmy kupić. Formalnie oszczędziliśmy 12 zł na przesyłce, ale wydaliśmy dodatkowe 29 zł.
Darmowa dostawa jest korzystna wtedy, gdy próg można osiągnąć produktami, które i tak były potrzebne. Jeśli trzeba specjalnie wymyślać kolejny zakup, rachunek przestaje być tak oczywisty.
Czasami bardziej opłaca się po prostu zapłacić za wysyłkę.
Warto też sprawdzić alternatywne formy dostawy. Odbiór w punkcie lub automacie paczkowym może być tańszy niż przesyłka kurierska, a przy niewielkim zamówieniu pozwala uniknąć dokładania niepotrzebnych rzeczy.
4. Kupujemy większą wersję, bo „bardziej się opłaca”
Duże opakowanie często ma niższą cenę w przeliczeniu na sztukę, kilogram czy litr. To matematycznie prawda.
Nie znaczy to jednak, że zawsze jest lepszym zakupem.
Jeśli kupujemy kosmetyk, którego jeszcze nie znamy, butelkę perfum o największej pojemności albo ogromne opakowanie produktu spożywczego, którego używamy sporadycznie, oszczędność może być tylko pozorna.
Najbardziej opłacalny produkt to taki, który zostanie wykorzystany.
Podobnie wygląda sytuacja z elektroniką. Telefon z 512 GB pamięci może być bardziej atrakcyjny cenowo w ramach promocji, ale jeśli przez cały okres używania urządzenia zajmiemy 80 GB, dopłaciliśmy za coś, czego nie potrzebowaliśmy.
Przed wyborem większego wariantu warto odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy rzeczywiście wykorzystam tę dodatkową pojemność, ilość albo funkcję?
5. Dajemy się poganiać licznikom i komunikatom o ostatniej sztuce
„Oferta kończy się za 14 minut”.
„Ten produkt ogląda teraz 37 osób”.
„Została ostatnia sztuka”.
Takie komunikaty są skuteczne, bo zmieniają zwykły zakup w sytuację wymagającą szybkiej decyzji.
Nie zawsze oznacza to, że oferta jest zła. Jeśli od tygodnia planowaliśmy konkretny zakup i znamy ceny, ograniczona czasowo promocja może być bardzo korzystna.
Problem pojawia się wtedy, gdy presja czasu zastępuje zastanowienie.
Przy większych wydatkach dobrym sposobem jest zostawienie produktu w koszyku na kilka godzin. Jeżeli później nadal uważamy, że naprawdę go potrzebujemy, decyzja prawdopodobnie jest bardziej świadoma.
Jeżeli po odejściu od ekranu przestajemy o nim myśleć, być może chodziło przede wszystkim o emocje związane z promocją.
6. Nie patrzymy na całkowity koszt zakupu
Cena produktu to nie zawsze końcowy rachunek.
Przy zakupach zagranicznych może dojść droższa dostawa. Przy meblach - wniesienie. Przy sprzęcie - płatna instalacja. Przy biletach - opłata serwisowa. Przy tanim produkcie z marketplace'u czasem okazuje się, że koszt wysyłki stanowi sporą część całej transakcji.
Szczególnie dobrze widać to przy większych zakupach.
Lodówka za 2399 zł z darmową dostawą i wniesieniem może ostatecznie kosztować mniej niż model za 2299 zł, jeśli do drugiej oferty trzeba doliczyć transport oraz wniesienie na piętro.
Przed płatnością warto więc spojrzeć na ostatni ekran zamówienia, a nie tylko na cenę widoczną na karcie produktu.
To właśnie tam okazuje się, ile naprawdę zapłacimy.
7. Nie sprawdzamy, czy cenę da się jeszcze obniżyć
Porównaliśmy sklepy, wybraliśmy najlepszą ofertę i przechodzimy do płatności. Wiele osób kończy poszukiwania właśnie w tym momencie.
Tymczasem czasami dostępna jest jeszcze możliwość obniżenia ceny.
Sklep może prowadzić akcję dla nowych klientów, oferować rabat przy zakupie kilku produktów albo udostępniać kod związany z konkretną kategorią. Część promocji nie jest automatycznie naliczana w koszyku.
Przy zakupie za 50 zł różnica może być niewielka. Przy sprzęcie za 3000 zł rabat rzędu kilku procent zaczyna być już zauważalny.
Ważne, żeby nie działać odwrotnie: najpierw znaleźć kod, a później na siłę wymyślać, co kupić.
Promocja ma obniżać koszt zakupu, który i tak planowaliśmy, a nie tworzyć potrzebę wydawania pieniędzy.
Lista zakupów nadal działa, także w internecie
Lista kojarzy się głównie z supermarketem, ale równie dobrze sprawdza się podczas zakupów online.
Można zapisywać rzeczy, które rzeczywiście są potrzebne, i kupować je dopiero wtedy, gdy znajdziemy dobrą ofertę. Przy większych wydatkach pomaga również ustalenie maksymalnego budżetu.
Jeżeli szukamy laptopa do 3500 zł, łatwiej odrzucić model za 4200 zł, nawet jeśli sklep bardzo przekonująco tłumaczy, że za dodatkowe 700 zł dostaniemy kilka funkcji więcej.
Zakupy stają się droższe głównie wtedy, gdy decyzje zaczynamy podejmować już w trakcie przeglądania ofert.
Najwięcej można zaoszczędzić nie dzięki jednej spektakularnej promocji, ale dzięki kilku prostym nawykom: porównywaniu cen, sprawdzaniu kosztów dodatkowych i kupowaniu tego, czego rzeczywiście potrzebujemy.
Przed zakupem można sprawdzić Rabatio.com
Rabatio.com to portal z aktualnymi kodami rabatowymi do sklepów internetowych oraz firm usługowych prowadzących sprzedaż w sieci. Gdy produkt jest już wybrany i znamy jego cenę, warto przed płatnością sprawdzić, czy dla danego sklepu dostępny jest kod pozwalający dodatkowo obniżyć koszt zamówienia - szczególnie przy większych, wcześniej zaplanowanych zakupach.