Paczka miała czekać na Minorce
Sara Stankiewicz i jej partner postanowili przetestować usługę międzynarodowych przesyłek InPostu. Firma reklamuje możliwość wysłania przez paczkomat wakacyjnego bagażu ważącego do 25 kg m.in. do Hiszpanii, Włoch, Francji czy Portugalii.
Przesyłkę nadano 29 maja b.r. w Warszawie. W kartonie znalazły się rzeczy potrzebne podczas pobytu na Minorce: namiot, kajak, cieplejsze ubrania i pozostałe elementy wyposażenia. Para zapłaciła 54,99 zł, a przewidywany termin dostawy wyznaczono na 5 czerwca b.r. – dwa dni przed ich przylotem na wyspę.
Tyle że 7 czerwca b.r. paczki na miejscu nie było. Nie pojawiła się również następnego dnia. Turyści kontaktowali się z infolinią i usłyszeli, że przesyłka znajduje się już w hiszpańskim centrum logistycznym, a do lokalnego oddziału wysłano ponaglenie. Nie przyspieszyło to jednak jej dalszej podróży.
Wakacje bez namiotu
Paczka spędziła w centrum logistycznym około 20 dni. W tym czasie jej właściciele musieli zmienić plany. Bez namiotu nocowali w zabranych z Polski hamakach, a część rzeczy pozostawiali w ukrytych miejscach na plaży.
— Panie Rafale, może nasza paczka nie dotarła, ale przynajmniej opanowaliśmy sztukę ukrywania obozu w krzakach — żartowała w sieci właścicielka paczki.
Kiedy przesyłkę wreszcie skierowano do doręczenia, turystów od dawna nie było już na Minorce. Karton został więc uznany za nieodebrany i rozpoczął drogę powrotną. Para dowiedziała się o zwrocie 13 lipca, a paczkę odebrała w Warszawie 21 lipca – 53 dni po nadaniu. Bagaż spędził zatem w Hiszpanii i w drodze znacznie więcej czasu niż jego właściciele.
Reklamacja nie dotrzymała formalności
Reklamacja została złożona 15 czerwca b.r., gdy nadal nie było wiadomo, kiedy przesyłka ruszy z centrum logistycznego. Odpowiedź nadeszła około miesiąca później. InPost poinformował, że zgłoszenie powinien złożyć formalny nadawca paczki, czyli partner kobiety, a nie ona jako odbiorczyni. Po odzyskaniu rzeczy para nie zdecydowała się kontynuować procedury.
Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy Grupy InPost, przekazał mediom, że firma dostarczyła już kilkadziesiąt tysięcy przesyłek zawierających bagaże.
— Pojedyncze przypadki nie przesądzają o jakości tej usługi — stwierdził przedstawiciel spółki.
Według informacji publikowanych przez InPost, przewidywany czas dostawy przesyłki z Polski do Hiszpanii wynosi cztery dni robocze. Firma zaznacza jednak, że podawany termin jest orientacyjny i nie stanowi gwarancji doręczenia w konkretnym dniu. Opisywany przypadek pokazuje, że wysyłanie bagażu może być tańszą alternatywą dla opłat lotniczych, ale powierzanie przewoźnikowi namiotu, ubrań czy innego wyposażenia niezbędnego od pierwszego dnia urlopu wiąże się z ryzykiem.
Sara Stankiewicz i jej partner postanowili przetestować usługę międzynarodowych przesyłek InPostu. Firma reklamuje możliwość wysłania przez paczkomat wakacyjnego bagażu ważącego do 25 kg m.in. do Hiszpanii, Włoch, Francji czy Portugalii.
Przesyłkę nadano 29 maja b.r. w Warszawie. W kartonie znalazły się rzeczy potrzebne podczas pobytu na Minorce: namiot, kajak, cieplejsze ubrania i pozostałe elementy wyposażenia. Para zapłaciła 54,99 zł, a przewidywany termin dostawy wyznaczono na 5 czerwca b.r. – dwa dni przed ich przylotem na wyspę.
Tyle że 7 czerwca b.r. paczki na miejscu nie było. Nie pojawiła się również następnego dnia. Turyści kontaktowali się z infolinią i usłyszeli, że przesyłka znajduje się już w hiszpańskim centrum logistycznym, a do lokalnego oddziału wysłano ponaglenie. Nie przyspieszyło to jednak jej dalszej podróży.
Wakacje bez namiotu
Paczka spędziła w centrum logistycznym około 20 dni. W tym czasie jej właściciele musieli zmienić plany. Bez namiotu nocowali w zabranych z Polski hamakach, a część rzeczy pozostawiali w ukrytych miejscach na plaży.
— Panie Rafale, może nasza paczka nie dotarła, ale przynajmniej opanowaliśmy sztukę ukrywania obozu w krzakach — żartowała w sieci właścicielka paczki.
Kiedy przesyłkę wreszcie skierowano do doręczenia, turystów od dawna nie było już na Minorce. Karton został więc uznany za nieodebrany i rozpoczął drogę powrotną. Para dowiedziała się o zwrocie 13 lipca, a paczkę odebrała w Warszawie 21 lipca – 53 dni po nadaniu. Bagaż spędził zatem w Hiszpanii i w drodze znacznie więcej czasu niż jego właściciele.
Reklamacja nie dotrzymała formalności
Reklamacja została złożona 15 czerwca b.r., gdy nadal nie było wiadomo, kiedy przesyłka ruszy z centrum logistycznego. Odpowiedź nadeszła około miesiąca później. InPost poinformował, że zgłoszenie powinien złożyć formalny nadawca paczki, czyli partner kobiety, a nie ona jako odbiorczyni. Po odzyskaniu rzeczy para nie zdecydowała się kontynuować procedury.
Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy Grupy InPost, przekazał mediom, że firma dostarczyła już kilkadziesiąt tysięcy przesyłek zawierających bagaże.
— Pojedyncze przypadki nie przesądzają o jakości tej usługi — stwierdził przedstawiciel spółki.
Według informacji publikowanych przez InPost, przewidywany czas dostawy przesyłki z Polski do Hiszpanii wynosi cztery dni robocze. Firma zaznacza jednak, że podawany termin jest orientacyjny i nie stanowi gwarancji doręczenia w konkretnym dniu. Opisywany przypadek pokazuje, że wysyłanie bagażu może być tańszą alternatywą dla opłat lotniczych, ale powierzanie przewoźnikowi namiotu, ubrań czy innego wyposażenia niezbędnego od pierwszego dnia urlopu wiąże się z ryzykiem.