FTX upadła w listopadzie 2022 roku.
12 grudnia Sam Bankman-Fried został zatrzymany na Bahamach. Dzień później amerykańska prokuratura ujawniła akt oskarżenia. 22 grudnia był już w USA. W listopadzie 2023 roku ława przysięgłych uznała go za winnego, a 28 marca 2024 roku sąd skazał go na 25 lat więzienia.
Sąd orzekł również przepadek majątku o wartości ponad 11 miliardów dolarów.
Na tym jednak państwo amerykańskie i zarządcy masy FTX nie skończyli.
Rozpoczęło się odzyskiwanie i spieniężanie aktywów, ściganie majątku oraz wielka operacja spłacania wierzycieli. Do lata 2026 roku kolejne transze wypłat doprowadziły odzyskane przez wierzycieli kwoty w okolice 11 miliardów dolarów. W piątej dystrybucji klienci międzynarodowi klasy 5A osiągnęli 105 proc. wartości uznanego roszczenia, część innych wierzycieli 103–105 proc., a małe roszczenia z Convenience Cla*s – 120 proc.
Jest oczywiście bardzo ważny haczyk: procenty liczone są od dolarowej wartości aktywów z dnia bankructwa w listopadzie 2022 roku. Kto miał bitcoiny, nie dostaje dzisiejszej wartości tych bitcoinów. „120 procent” nie oznacza więc, że każdy wyszedł na tym dobrze. Ale pieniądze są odzyskiwane. A teraz przenieśmy się do Polski.
„Maniek” i 1,5 miliarda złotych
W grudniu 2025 roku Prokuratura Regionalna w Katowicach skierowała akt oskarżenia w jednej z największych polskich spraw dotyczących nielegalnego obrotu paliwami.
Według prokuratury proceder dokumentowano niemal 11 900 fikcyjnymi fakturami VAT o wartości ponad 1,29 mld zł netto. Na rachunki uczestniczących w nim spółek miało wpłynąć ponad 1,5 mld zł środków pochodzących z przestępstwa.
Akta liczą 957 tomów. Oskarżonych jest sześć osób. Według śledczych grupą miał kierować Marian W., pseudonim „Maniek”. Tyle że historia nie zaczęła się w 2025 roku. Zarzucany proceder miał trwać w latach 2011–2016. A Marian W. otrzymał wcześniej list żelazny. Pozostawał na wolności, prowadził interesy, a media opisywały jego zagraniczne podróże i wystawny tryb życia. Co jeszcze bardziej surrealistyczne, firma związana z Marianem W. została przyjęta do programu „Praca dla więźniów”. Według późniejszych ustaleń medialnych w należącym do niego biznesie pracowali osadzeni.
I w tym miejscu historia mafii paliwowej zaczyna przecinać się z historią jednej z największych polskich giełd kryptowalut.
BitBay
BitBay powstał w 2014 roku i stał się największą polską giełdą kryptowalut. W 2018 roku Komisja Nadzoru Finansowego wpisała BitBay sp. z o.o. na listę ostrzeżeń publicznych i zawiadomiła prokuraturę w związku z podejrzeniem nieuprawnionego świadczenia usług płatniczych. Co stało się z postępowaniem? Zostało umorzone. Decyzja o umorzeniu z 15 czerwca 2022 roku uprawomocniła się 12 maja 2023 roku. Taką informację do dziś można przeczytać na oficjalnej stronie KNF. W międzyczasie, w 2020 roku, „Superwizjer” TVN opublikował materiał dotyczący ludzi ze świata przestępczego pojawiających się wokół BitBaya. Późniejsze publikacje medialne opisywały m.in. Mariana W. oraz Romana Ż. i ich relacje z Sylwestrem Suszkiem.
Trzeba tu postawić wyraźną granicę: nie ma prawomocnego wyroku stwierdzającego, że Marian W. był rzeczywistym właścicielem czy twórcą BitBaya. Źródła medialne są w tej kwestii sprzeczne.
Bezsporne jest natomiast to, co wydarzyło się później.
10 marca 2022 roku znika twórca BitBaya
Sylwester Suszek jedzie do bazy paliwowej Mariana W. w Czeladzi. Zostawia tam swoje Porsche. I znika. Telefon po raz ostatni loguje się w tej okolicy. Suszek nie pojawia się na późniejszym spotkaniu z partnerką. Do dzisiaj nie został odnaleziony. Marianowi W. postawiono zarzut związany z pozbawieniem wolności Sylwestra Suszka. Nie został jednak wtedy tymczasowo aresztowany.
I tutaj zaczyna się część tej historii, która powinna interesować nie tylko fanów kryptowalut. Bo giełda nadal działała. BitBay został przemianowany na Zondę, a następnie Zondacrypto.
Jeszcze w 2025 i 2026 roku marka była potężnym sponsorem sportu i wydarzeń, a jej prezes występował publicznie jako odnoszący sukcesy biznesmen.
Wiosną 2026 roku zaczęły napływać informacje od klientów, którzy nie mogli odzyskać pieniędzy. TVN24 opisywał osoby czekające tygodniami na wypłaty, podczas gdy – jak twierdzili klienci – wpłaty nadal przechodziły bez problemu. Prokuratura rozpoczęła intensywne działania. Zabezpieczyła m.in. 4 mln euro na rachunku we Francji w związku z podejrzeniem prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa na szkodę klientów Zondacrypto.
27 sierpnia 2026 roku estoński sąd ogłosił upadłość BB Trade Estonia OÜ – operatora Zondacrypto.
Dziś klientów nie odsyła się już do działu obsługi giełdy.
Prokuratura Krajowa informuje ich, jak zgłosić się jako pokrzywdzeni, a Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczy, jak zgłosić wierzytelność estońskiemu syndykowi.
Brzmi znajomo? BitMarket
To przecież nie pierwszy taki przypadek.
W nocy z 7 na 8 lipca 2019 roku przestał działać BitMarket.pl, jedna z najstarszych polskich giełd kryptowalut. Na stronie pojawił się komunikat o utracie płynności. Koniec.
Prokuratura ustaliła później, że szkoda klientów wynosiła co najmniej 2300 bitcoinów, wycenianych wówczas na około 100 mln zł. Śledczy badali działania osób zarządzających giełdą od połowy 2015 roku.
Kilka tygodni po upadku BitMarketu w lesie nad jeziorem Żbik w Olsztynie znaleziono ciało Tobiasza N., współwłaściciela giełdy. Miał ranę postrzałową głowy. Wstępne ustalenia śledczych nie wskazywały na udział osób trzecich.
Dla klientów najważniejszy był jednak znacznie prostszy fakt:
giełdy nie było, a pieniędzy również.
A wcześniej był Amber Gold
Jeżeli ktoś uważa, że problem dotyczy kryptowalut, wystarczy cofnąć się do 2012 roku. Amber Gold nie sprzedawał bitcoinów. Sprzedawał Polakom wizję bezpiecznej inwestycji w złoto. Według ustaleń prokuratury ponad 18 tysięcy klientów wpłaciło spółce ponad 850 mln zł. W 2012 roku interes się zawalił. Marcin P. ostatecznie został prawomocnie skazany na 15 lat więzienia, Katarzyna P. na 11,5 roku.
A klienci? Po prawie dziewięciu latach od upadku Amber Gold syndyk wypłacił zwykłym wierzycielom około 10 procent ich wierzytelności. Łącznie około 66,3 mln zł. I właśnie tutaj warto wrócić do FTX.
120 procent kontra 10 procent
Porównanie nie jest idealne. Amerykańskie i polskie prawo upadłościowe jest inne. Inna była struktura majątku. FTX posiadało ogromne aktywa kryptowalutowe, których wartość później wzrosła. Inny był również moment rynkowy.
Ale rezultat trudno zignorować.
FTX: listopad 2022 – upadek.
SBF: grudzień 2022 – zatrzymanie.
Wyrok: marzec 2024 – 25 lat.
Wypłaty: do lata 2026 około 11 mld dolarów, a wiele klas wierzycieli przekroczyło już 100 proc. wartości roszczeń liczonych na dzień bankructwa.
SBF: grudzień 2022 – zatrzymanie.
Wyrok: marzec 2024 – 25 lat.
Wypłaty: do lata 2026 około 11 mld dolarów, a wiele klas wierzycieli przekroczyło już 100 proc. wartości roszczeń liczonych na dzień bankructwa.
Amber Gold: około 10 proc. odzyskanych przez zwykłych wierzycieli.
BitMarket: co najmniej 2300 BTC brakujących środków klientów i siedem lat później trudno mówić o porównywalnym mechanizmie odzyskania pieniędzy.
Zondacrypto: upadłość właśnie się zaczyna. Nie wiemy jeszcze, ile znajduje się w masie upadłościowej i jaki procent swoich pieniędzy odzyskają użytkownicy.
I dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi dzisiaj:
kto z kim zrobił sobie zdjęcie?
Nie brzmi:
który polityk znał którego biznesmena?
I nie brzmi nawet:
kto politycznie odpowiada za Zondacrypto?
Bo historia BitBaya/Zondacrypto obejmuje rządy różnych partii i działania wielu instytucji państwa.
Najważniejsze pytanie jest dużo bardziej brutalne:
ILE PIENIĘDZY ODZYSKAJĄ KLIENCI?
Czy polskie państwo potrafi szybko namierzyć kryptowaluty, rachunki, nieruchomości, spółki zagraniczne i transfery?
Czy potrafi je zabezpieczyć zanim znikną?
Czy potrafi stosować konfiskatę i odzyskiwanie majątku równie skutecznie, jak potrafi przez lata produkować kolejne tomy akt?
I jak to możliwe, że człowiek oskarżony dziś o kierowanie grupą, przez której rachunki według prokuratury przeszło ponad 1,5 miliarda złotych pochodzących z przestępstwa, przez lata pozostawał na wolności dzięki listowi żelaznemu, a w jego otoczeniu funkcjonował jeden z największych biznesów kryptowalutowych w tej części Europy?
Jak to możliwe, że KNF ostrzegał przed BitBayem już w 2018 roku, a postępowanie zakończyło się prawomocnym umorzeniem w 2023 roku?
Jak to możliwe, że w 2022 roku na terenie przedsiębiorstwa Mariana W. znika twórca BitBaya, Marian W. dostaje zarzut dotyczący pozbawienia go wolności, a trzy lata później następca BitBaya nadal przyjmuje pieniądze klientów?
To są pytania zarówno do Zbigniewa Ziobry, jak i do Adama Bodnara oraz Waldemara Żurka. Do prokuratury, sądów, KNF, służb i kolejnych rządów.
Bo klienta Zondacrypto nie powinno interesować, czy winny jest PiS, Platforma, minister X czy prokurator Y.
Jego interesuje jedno:
Gdzie są moje pieniądze?
I drugie:
Ile z nich państwo potrafi odzyskać?
FTX pokazało, że po gigantycznym oszustwie finansowym można nie tylko wsadzić głównego sprawcę do więzienia. Można również znaleźć miliardy. W Polsce po Amber Gold klienci odzyskali około 10 procent. Po BitMarkecie tysiące bitcoinów rozpłynęły się wraz z giełdą. Teraz przyszła kolej na Zondacrypto.
Za kilka lat nie oceniajmy tej sprawy liczbą konferencji prasowych, zatrzymanych osób ani tomów akt.
Sprawdźmy przelewy na kontach poszkodowanych.
Bo dopiero wtedy dowiemy się, czy państwo naprawdę wygrało z przestępcami.
A niektórzy zyski, jak zero, spaślak, Lewandowski, Piesiewicz, czy kampania wetomana.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane