Reklama
Polityka

Jeden dzień składek, tysiące złotych dopłaty. O tym warto rozmawiać

Sławomir Mentzen i Ryszard Wilk weszli z kamerą do ZUS i Ministerstwa Rodziny, żeby zapytać o emerytury cudzoziemców. Wyszli z materiałem, po którym można się z Mentzenem zgadzać albo nie, ale trudno powiedzieć, że nie ma o czym rozmawiać. Zwłaszcza gdy na stole leży przypadek osoby, która wpłaciła do polskiego systemu około 2200 zł składek, a następnie otrzymała wielokrotnie więcej w postaci wyrównania i dopłat.

Jeden dzień składek, tysiące złotych dopłaty. O tym warto rozmawiać
TOMcki Łowca
Najpierw ważne sprostowanie, bo tytuł filmu robi swoje. Ukrainiec nie dostaje polskiej minimalnej emerytury wyłącznie dlatego, że przepracował u nas jeden dzień. Musi mieć odpowiedni łączny staż, osiągnąć wiek emerytalny i w przypadku dopłaty do minimum spełnić również warunek zamieszkania w Polsce. Problem polega na czym innym. Staż wypracowany na Ukrainie można uwzględnić przy ustalaniu uprawnień, natomiast polski okres składkowy może być bardzo krótki.
I tu zaczyna się rozmowa, której nie da się załatwić okrzykiem „fake news”.
Mentzen pokazuje decyzję dotyczącą Ukrainki, która wpłaciła do ZUS nieco ponad 2200 zł. Emerytura wynikająca z polskiego kapitału wynosiła kilkanaście złotych. Dzięki spełnieniu warunków do minimalnego świadczenia pojawiła się jednak dopłata liczona już w okolicach 1600 zł miesięcznie. Do tego doszło około 73 tysięcy złotych wyrównania za wcześniejszy okres.
I teraz można powiedzieć: takie są przepisy. ZUS ich nie wymyślił, urzędnik przy okienku też nie siedzi wieczorami nad kodeksem i nie kombinuje, komu jutro zrobić prezent z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Polska zawarła z Ukrainą umowę o zabezpieczeniu społecznym, podobne umowy istnieją również z innymi państwami, a ich sens polega między innymi na ochronie ludzi, którzy w ciągu życia pracowali w kilku krajach.
W porządku.
Tylko że odpowiedź „takie jest prawo” nie kończy dyskusji o tym, czy to prawo jest rozsądne.
Bo jeśli człowiek wpłaca do polskiego systemu kilka tysięcy złotych, a system może następnie przez wiele lat dopłacać mu po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy rocznie, to podatnik ma chyba prawo zapytać, czy proporcje są właściwe. I nie staje się od tego automatycznie ruskim agentem, ksenofobem ani człowiekiem, który chce kogokolwiek wyrzucać z kraju.
Podobnie jest z trzynastą i czternastą emeryturą. Samo nabycie prawa do nawet bardzo niskiego polskiego świadczenia może otworzyć drogę do dodatkowych rocznych wypłat. Mentzen i Wilk podnoszą również sprawę zasiłków pogrzebowych wypłacanych w związku ze śmiercią członka rodziny za granicą. Każdy z tych mechanizmów ma swoje prawne uzasadnienie. Ale każdy kosztuje prawdziwe pieniądze, a nie punkty przyznawane przez państwo w grze komputerowej.
Internet oczywiście zrobił z tematu Internet. Jedni przewidują lawinę podobnych przypadków, inni piszą, że problem jest rozdmuchany, jeszcze inni natychmiast przerzucają się od emerytur do wojny, Tuska, Putina i wszystkiego, co akurat leży pod ręką. Standard. Zamiast kalkulatora szybko pojawia się miotacz ognia.
A mnie najbardziej interesuje coś innego.
Gdzie jest spokojna, duża debata na ten temat?
Nie chodzi o to, żeby następnego dnia wszystkie telewizje urządziły studio pod tytułem „Ukrainiec zabiera babci emeryturę”, bo to byłaby dopiero wiocha. Chodzi o normalne pytania. Ilu osób dotyczą takie dopłaty? Ile kosztują obecnie? Jakie są prognozy na 10 czy 20 lat? Jak ZUS skutecznie sprawdza warunek zamieszkania? Czy wymagany powinien być minimalny okres opłacania składek w Polsce? Jak rozwiązują to inne państwa?
Jeżeli odpowiedzi pokażą, że Mentzen przesadza i koszty są marginalne, świetnie. Pokażmy liczby i zamknijmy temat.
Jeżeli jednak okaże się, że z czasem powstanie z tego poważne zobowiązanie dla polskiego systemu, tym bardziej warto o tym mówić teraz, a nie wtedy, gdy rachunek będzie już leżał na stole.
Bo pomoc Ukrainie, przyjmowanie ludzi uciekających przed wojną i uczciwe traktowanie pracujących cudzoziemców to jedna sprawa. Konstrukcja polskiego systemu emerytalnego to druga. Można popierać pierwsze i jednocześnie krytykować drugie. Naprawdę da się pomieścić te dwie myśli w jednej głowie.
Film Mentzena miał premierę dopiero teraz, więc uczciwie byłoby jeszcze nie ogłaszać wielkiego spisku milczenia mediów. Sam temat pojawiał się zresztą wcześniej w różnych redakcjach. Zastanawiające jest jednak, że nie doczekał się szerszej, spokojnej rozmowy o zasadach i przyszłych kosztach.
Wiocha.pl chętnie więc dokłada go do publicznego stołu.
Nie po to, żeby krzyczeć „Ukraińcy zabierają Polakom emerytury”. To byłoby głupie.
Po to, żeby zapytać, czy każde zakwestionowanie przywileju albo korzystnego przepisu dotyczącego obywateli Ukrainy musi od razu zostać potraktowane jak atak na Ukraińców.
Bo jeśli doszliśmy do momentu, w którym o wydawaniu publicznych pieniędzy można rozmawiać swobodnie pod warunkiem, że przypadkiem nie dotyczą one politycznie drażliwego tematu, to problem mamy większy niż kilka tysięcy złotych miesięcznej dopłaty.
I to już jest wiocha.
Tagi: #ukraina #wilk #mentzen #emerytury
Reklama

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Reklama