Krakowska marka Good Lood pod koniec sierpnia rozpoczęła kampanię pod hasłem „Nie bądź oblechem! Nie zrobimy Ci loda”. Powód jest znacznie mniej zabawny niż samo hasło. Firma twierdzi, że jej pracownicy praktycznie każdego dnia spotykają się z niestosownymi komentarzami i seksualnymi podtekstami ze strony klientów.
Chodzi między innymi o wyjątkowo „oryginalne” dowc**y związane z samym słowem „lód”. Good Lood zwraca uwagę, że dla klienta może to być kilka sekund zabawy, ale osoba po drugiej stronie lady może podobnych tekstów wysłuchiwać przez całą zmianę.
Firma postanowiła przy tym nie ograniczać się do edukacyjnego posta w social mediach. W swoich punktach daje pracownikom prawo do odmowy obsługi osoby, która kieruje wobec nich niestosowne lub napastliwe komentarze. Good Lood apeluje, by podobne podejście stało się normą również w innych miejscach pracy.
W kampanii jest też drugi element: reakcja świadków. Marka zachęca klientów stojących w kolejce, żeby nie udawali, że niczego nie słyszą, gdy ktoś obraża pracownika albo pozwala sobie na seksualne uwagi. Nie chodzi przy tym o wszczynanie awantury, ale o prosty sygnał, że takie zachowanie nie jest akceptowane.
Portal WP zwraca uwagę, że kampania ma pokazywać szerszy problem słownego napastowania osób pracujących w gastronomii. Good Lood podkreśla z kolei, że szacunek nie powinien zależeć od stanowiska, stroju ani miejsca pracy.
Akcja spotkała się w mediach społecznościowych w dużej mierze z pozytywnym odbiorem. Internauci chwalą przede wszystkim to, że firma nie zostawia pracowników samych z trudnymi klientami i jasno wyznacza granicę tego, co można próbować usprawiedliwiać „żartem”.
Właśnie w tym jest sedno całej historii. Problemem nie jest to, że ktoś ma specyficzne poczucie humoru. Problem zaczyna się wtedy, gdy dla własnej zabawy stawia obcą osobę w niezręcznej sytuacji, a potem tłumaczy się słowami: „przecież tylko żartowałem”.
Jeśli dowcip bawi wyłącznie tego, kto go mówi, a osoba po drugiej stronie musi go znosić po raz setny – może to już nie dowcip. Może po prostu wiocha.
Chodzi między innymi o wyjątkowo „oryginalne” dowc**y związane z samym słowem „lód”. Good Lood zwraca uwagę, że dla klienta może to być kilka sekund zabawy, ale osoba po drugiej stronie lady może podobnych tekstów wysłuchiwać przez całą zmianę.
Firma postanowiła przy tym nie ograniczać się do edukacyjnego posta w social mediach. W swoich punktach daje pracownikom prawo do odmowy obsługi osoby, która kieruje wobec nich niestosowne lub napastliwe komentarze. Good Lood apeluje, by podobne podejście stało się normą również w innych miejscach pracy.
W kampanii jest też drugi element: reakcja świadków. Marka zachęca klientów stojących w kolejce, żeby nie udawali, że niczego nie słyszą, gdy ktoś obraża pracownika albo pozwala sobie na seksualne uwagi. Nie chodzi przy tym o wszczynanie awantury, ale o prosty sygnał, że takie zachowanie nie jest akceptowane.
Portal WP zwraca uwagę, że kampania ma pokazywać szerszy problem słownego napastowania osób pracujących w gastronomii. Good Lood podkreśla z kolei, że szacunek nie powinien zależeć od stanowiska, stroju ani miejsca pracy.
Akcja spotkała się w mediach społecznościowych w dużej mierze z pozytywnym odbiorem. Internauci chwalą przede wszystkim to, że firma nie zostawia pracowników samych z trudnymi klientami i jasno wyznacza granicę tego, co można próbować usprawiedliwiać „żartem”.
Właśnie w tym jest sedno całej historii. Problemem nie jest to, że ktoś ma specyficzne poczucie humoru. Problem zaczyna się wtedy, gdy dla własnej zabawy stawia obcą osobę w niezręcznej sytuacji, a potem tłumaczy się słowami: „przecież tylko żartowałem”.
Jeśli dowcip bawi wyłącznie tego, kto go mówi, a osoba po drugiej stronie musi go znosić po raz setny – może to już nie dowcip. Może po prostu wiocha.